Może nie jestem osobą prowadzącą wybitnie stresujący tryb życia, jednak miewam takie okresy, gdy chodzę rozdrażniona i strzelam piorunami na prawo i lewo bez ostrzeżenia. Na co dzień jednak jestem optymistką, która wkurza wszystkich na około tym, że niezależnie od powagi sytuacji, szczerze się uśmiecha. To wcale nie jest tak, że mam wszystko w nosie i nic nie jest w stanie popsuć mi humoru. W trudnych chwilach staram się zachować świeży umysł i nie panikuję. Mam też kilka patentów na to, jak sobie radzić ze stresem.
Przede wszystkim, staram się wyładować negatywne emocje, jeśli takowe wkradną się do mojej głowy. Albo do serca. Albo gdzie tam się wkradają emocje. Jest masa sposobów na to, by wygonić złe myśli. Kiedy jestem poważnie wkurzona, biorę się za sprzątanie. Oczywiście sprzątam też kiedy mam dobry humor, ale robię to dlatego, że tak czy siak muszę to zrobić, a kiedy jestem ZŁA, sprzątanie przynosi mi ulgę. Podobnie działają na mnie ćwiczenia. Odpalam XHIT Daily albo inny wyciskacz potu i produkuję endorfiny.
Inna sprawa, gdy jestem zbyt zmęczona na aktywność fizyczną. Kiedy jestem smutna i padnięta, dodatkowy ruch prawdopodobnie powaliłby mnie na kolana, więc czasami po prostu odpuszczam. Rzucam wszystko na kilka godzin, pozwalam sobie na słodkie lenistwo, bo wiem, że gdy odpocznę, będę bardziej produktywna. Wolę przebimbać cały dzień i pracować całą noc, bylebym tylko miała dobry humor podczas pracy czy nauki. Mówię oczywiście o sytuacjach kryzysowych, gdy mam do napisania kilka tekstów, przygotowanie obiadu na następny dzień, porcję materiału do przyswojenia na zajęcia i jeszcze pięćdziesiąt innych rzeczy do zrobienia. Jeśli chodzi o pisanie, trudno jest tworzyć w stresie, będąc kłębkiem nerwów. Dlatego staram się wyluzować.
Trylion sposobów na poprawienie mi humoru zna mój prywatny chłopak, więc rozmawiam z nim, dzwonię przed każdym egzaminem i innymi stresującymi zadaniami, które mnie czekają. To świetny patent na natychmiastowe zwalczenie stresu – kontakt z bliską osobą, która we wszystkim nam kibicuje.
Jeden z moich wykładowców powiedział kiedyś na zajęciach, że stres można łatwo zwalczyć poprzez odpowiednie oddychanie. Na początku wydawało mi się to dziwne, ale rzeczywiście, coś w tym jest. Trzy głębokie wdechy i jakoś tak lżej człowiekowi.
Kiedy zapytałam mojego R. o sprawdzony sposób na stres bez chwili zastanowienia odpowiedział: sen. I w sumie, coś w tym jest. Gdy mamy podjąć jakąś ważną decyzję, przeprowadzić trudną rozmowę czy też zadecydować o losach wszechświata, lepiej przespać się z tą myślą. Świeży, wypoczęty umysł pozwoli nam podjąć przemyślane kroki.
Na naszą odporność na stres znaczący wpływ ma tryb życia, jaki prowadzimy. Dlatego staram się uprawiać sport, zdrowo się odżywiać i pić dużo wody. A skoro już zaczęłam wypytywać innych o ich sposoby radzenia sobie ze stresem, może zdradzicie mi swoje patenty?
CzekoAda na gorąco: