postanowienia noworoczne

Co roku jest to samo. Lista postanowień noworocznych jest długa na dwa kilometry, a większość podpunktów ma rangę lotu w kosmos. Obiecujemy sobie, że stracimy zbędne kilogramy, będziemy codziennie przebiegać maraton i wreszcie zarobimy swój pierwszy milion. Powinniśmy się cieszyć z tego, jacy jesteśmy ambitni, prawda?

Dlaczego nie umiemy w postanowienia noworoczne?

Problem w tym, że większość celów noworocznych przerasta nas mniej więcej w święto Trzech Króli, a jeśli dobrze pójdzie – tydzień później. Okazuje się, że sylwestrowe fajerwerki wcale nie obudziły w nas duszy sportowca i pokładów niekończącej się motywacji. Budzimy się o 14:00 pierwszego dnia roku i nagle dociera do nas, że nie zmieniło się zupełnie nic. Gdzie ten nowy, cudowny początek?

Nowy rok, nowa ja

Wcale nie jesteśmy skazani na ten sam scenariusz, powtarzający się każdego roku. Nie prowadziłam żadnych statystyk, ale obstawiam, że połowa osób spisujących noworoczne postanowienia, z góry zakłada, że nie wypełni nawet połowy z nich. Może was zaskoczę, ale niestety, nie wystarczy zapisać danego zadania na kartce i czekać, aż samo się zrealizuje.

Bez przesadyzmu

Obiecujemy sobie, że za rok będziemy nosić rozmiar S i nie będziemy mieć zadyszki po wejściu na trzecie piętro, a miesiąc później umilamy sobie wieczory czekoladą i nadal używamy windy. Dopiero pod koniec listopada przypominamy sobie o naszym postanowieniu i wybiegamy z domu, by wrócić po trzech minutach ze skręconą kostką lub odkładamy nasze plany do kolejnego cudownego początku roku.

Jedyne słuszne postanowienie noworoczne

Myślę, że na liście postanowień noworocznych powinien znaleźć się tylko jeden punkt – „Koniec z lenistwem”. Jeśli uda nam się wytrwać w tym postanowieniu, będziemy w stanie zrealizować pięćdziesiąt kolejnych zadań.

W tym roku nie mam żadnych innych postanowień, bo nie wiem, co będzie ze mną za tydzień, tym bardziej za trzy miesiące. Nie cieszcie się tak, nie jestem śmiertelnie chora, po prostu wiem, że najpiękniejsze rzeczy, które mi się przytrafiły, nie były wcześniej zaplanowane. W styczniu 2013 nawet nie marzyłam o modelingu, a w tym samym roku zostałam twarzą kampanii L’oreal. Gdyby ktoś powiedział, że po wakacjach zamieszkam z chłopakiem, 500 km od rodzinnego domu, pewnie bym mu nie uwierzyła. W styczniu 2014 nie miałam pojęcia, że w październiku zacznę drugi kierunek studiów. Nie sądziłam, że zacznę zarabiać na pisaniu, nie interesowałam się Skandynawią, a teraz nałogowo uczę się norweskiego. Sama nie jestem w stanie przewidzieć, ile cudownych rzeczy stanie się po tym jak stwierdzę, że szkoda mi czasu na lenistwo. I to jest super!

W nadchodzącym roku życzę wam wielu sukcesów, zarówno tych nieplanowanych, jak i tych, na które sobie sami zapracujecie. Wytrwałości w walce z lenistwem i samych powodów do uśmiechu!

Przyznajcie się – macie jakieś noworoczne postanowienia?

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE