niezasadna reklamacja

Po tym, co zrobiłam, moja własna mama stwierdziła, że urodziła diablicę. Mam nadzieję, że jesteście w stanie wybaczyć mi moje zołzowate zachowanie. Naprawdę, nieczęsto wstępuje we mnie szatan. Jak wszystko, co ważne w życiu kobiety, zaczęło się od zakupu butów. Ładne były. Czarne. I obcas miały. No mówię wam, super. Szkoda tylko, że musiałam oddać je do reklamacji po jednym spacerze.

Niezasadna reklamacja

14 listopada kupiłam buty za 129,99 zł. 16 listopada rano zauważyłam, że z czubka buta odpadł kawałek sztucznej skóry. Dzień wcześniej wyszłam na spacer, nie padało, nie biegałam po lesie, nie przejechał mi po palcach żaden czołg. Oddałam buty do reklamacji, drugiego dnia po zakupie. Na decyzję sklepu czekałam do 27.11.2014 r.

Tego dnia dostałam e-mail o następującej treści: „Witam, Uprzejmie informuje ze reklamacja została rozpatrzona i jest niezasadna. pozdrawiam” Z załącznika wynikało, iż jest to ewidentne uszkodzenie mechaniczne, wynikające ze sposobu chodu. Nie wyobrażam sobie, jak musiałabym chodzić, żeby zetrzeć w ten sposób czubek buta. Nawet gdybym chodziła jak ostatnia sierota, odznaczyłoby się to na całej zawartości mojej szafki z butami, a nie tylko na tej jednej jedynej parze. Poza tym, kurczę, czy buty za 129,99 zł powinny uszkodzić się po jednym spacerze?

Na tym mogłaby się zakończyć moja żałosna historia, którą później przekazywałabym wnuczkom, mówiąc, że życie od zawsze było niesprawiedliwe. Ale wpadłam na lepszy pomysł. Pierwszą czynnością było wpisanie w wyszukiwarkę hasła niezasadna reklamacja. Okazało się, że większość wyników wyszukiwania odnosiło się do „mojego” nieszczęsnego sklepu. Druga czynność – telefon do mamy – chciałam tylko się upewnić, że po tym, co zrobię nie zamkną mnie w psychiatryku. Odpowiedź mamy: „Nie wiem, najwyżej zamkną. Walcz, dziecko!”. Tak więc zabrałam się do roboty.

Zasadna reakcja

Wysłałam e-mail, w którym opisałam całą sytuację, stwierdziłam, że nie uznając mojej reklamacji, firma traci kolejnego klienta, a patrząc na fora dyskusyjne, jest nas coraz więcej. Napisałam, że buty są bardzo słabej jakości, w związku z tym proszę o zwrot pieniędzy. I teraz zaszalałam: w przeciwnym razie skieruję sprawę do Miejskiego Rzecznika Konsumentów, bardzo chętnie przygotuję reportaż o podobnych przypadkach i nagłośnię sprawę poprzez prywatny blog i media społecznościowe. I wiecie co?

Następnego dnia rano, otrzymałam e-mail o następującej treści: „Witam, Po ponownym rozpatrzeniu Pani reklamacji decyzją sklepu została przyznana Pani wymiana. Zapraszamy Panią do salonu XXX” Poszłam do sklepu i usłyszałam, że mogę wybrać sobie inną parę butów w tej samej cenie (przy niższej kwocie, zostanie mi zwrócona reszta). Jeśli w ciągu trzech miesięcy nie wymienię butów, zwrócą mi 129,99 zł. Znalazłam już zimowe buty, takie trochę glanowate i mam nadzieję, że wytrzymają ze mną trochę dłużej.

W e-mailu napisałam, że nagłośnię sprawę w momencie, gdy sklep w żaden sposób nie uzna mojej reklamacji, mimo to postanowiłam poruszyć tę kwestię na blogu, nie podając nazwy firmy. Wszystko po to, by przekazać dalej, że czasami warto zatroszczyć się o swoje prawa. Niezasadna reklamacja zmieniła swój status, gdy tylko wypowiedziałam wojnę sklepowi.
Ale czy naprawdę trzeba straszyć i grozić, by otrzymać to, co nam się należy? Czy naprawdę musiałam się zachować jak skończona zołza? Bo z tym reportażem to chyba przegięłam. W każdym razie, już po temacie.

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE

  • zawsze po rozpatrzonej na naszą niekorzyść reklamacji należy złożyć odwołanie, przeważnie po drugim papierku już reklamację uznają … a jeśli nie to sprawe zglasza sie do rzecznika spraw konsumenta i oni sie tym zajmują. Ile osób po zlozonej reklamacji rezygnuje i odchodzi? Oto im wlasnie chodzi! Firma wie, że jak nie uznają, to w wielu przypadkach nie bedzie zwrotu kasy, dlatego 99% reklamacji nie jest uznawanych.
    Ja kiedyś po odwołaniu się dostalam informację, że (uwaga!) "może buty nie były najwyższej jakości, ale…. ". Dodam, ze to były buty firmowe za 400zł. Także pozdrawiam ich środkowym palcem 😀

  • Heh…. naprawdę czasem trzeba grozić i straszyć :/

  • I słusznie! Ja zauważyłam, że firmy baaaardzo się boją rzecznika praw konsumenta.. Mi kiedyś nie uznano reklamacji trampek w których materiał odkleił się i odpadł od gumy. Rzecznik wtedy pomógł bardzo

  • Rzecznik konsumentów naprawdę się przydaje, przekonałam się…

    • Chyba ma pełne ręce roboty 😉

  • Skąd ja to znam 🙂

  • Bardzo dobrze zrobiłaś

  • Reklamacje butów to porażka – w 90% odrzucają mówiąc, że jest niezasadna. Podobno warto pójść z opinią własnego rzeczoznawcy, wtedy nie odrzucają 😉

  • Myślę, że nie zachowałaś się wcale jak zołza. Ot – wiedziałaś, że to nie Twoja wina i dopominałaś się odpowiedniej reakcji.

    Boję się, że często właśnie taka reakcja jest jedyną opcją, by traktowano nas z szacunkiem.