To, że dziewczyna po dwudziestce, nie ma jeszcze tego za sobą, jest dziś dość wyjątkowe. Być może, rzeczywiście długo z tym zwlekałam, ale chciałam, żeby była to decyzja w pełni przemyślana. Nie chciałam podejmować jej pod wpływem chwili, ani niczego innego. Chciałam zrobić to w momencie, gdy będę pewna, że nie pożałuję. Nie byle gdzie, byle z kim. Wyjazd na zimowe ferie stał się idealną okazją. Widok ośnieżonych, pięknych gór także był dla mnie nowością. Malownicze widoki, promienie słońca, wywołujące wypieki na policzkach, pensjonat położony na szczycie góry, z dala od zgiełku.

Mój pierwszy raz

Mój pierwszy raz był bolesny, pozostawił po sobie wiele otarć i siniaków. Nie potrafię jednak opisać tego, co czułam. Adrenalina pozwalała mi nie myśleć o bólu. Skupiałam się na tym, jak jest cudownie. Chociaż na pewno nie było idealnie. Mój stres potęgował fakt, iż rodzice byli w pobliżu. Bardzo blisko. Właściwie, cały czas wszystkiemu się przyglądali. Pomijając stres, czułam się, dzięki temu, o wiele pewniej. W końcu to oni nauczyli mnie chodzić, więc czemu nie mogliby, dwadzieścia lat później, nauczyć mnie jeździć na nartach?

 

Nauka jazdy na nartach

Nigdy wcześniej nie ciągnęło mnie w góry, zwłaszcza zimą. Wakacje zwykle spędzałam nad morzem, a zimowe ferie w domu. Uwielbiam sporty wodne lub te, które można uprawiać na świeżym powietrzu. Zimą poza basenem, spotkać mnie można jedynie na lodowisku. Często słyszałam opowieści znajomych o tym, jak fajnie było na zimowisku, rodzice namawiali mnie do nart, odkąd sami spróbowali, w czterdzieste piąte urodziny taty, jednak nigdy nie myślałam o tym, że sama w końcu stanę na szczycie ośnieżonego stoku. W tym roku dałam się wyciągnąć i naprawdę cieszę się, że mnie przekonali. Trzy dni na nartach nie zrobiły ze mnie mistrzyni, ale przynajmniej spróbowałam czegoś nowego.

Moje pierwsze razy

Lubię wszystkie swoje pierwsze razy. Do dziś pamiętam początek swojej przygody z windsurfingiem czy mój pierwszy raz z sushi. Chociaż to ostatnie może pamiętam przez to, że mój R. dał mi wielką kulkę wasabi i zapewniał, że jest ona pyszna i słodziutka. No to zjadłam. Całą. Na raz. Od tej pory uciekam, gdy ktoś częstuje mnie chipsami o smaku wasabi. To okropne, że taki naiwniak jak ja, ma takiego „żartownisia” za mężczyznę życia. Wracając do pierwszych razów: zmierzam do tego, że czasami warto wyzbyć się wszelkich uprzedzeń i jak ognia unikać tekstu „to nie dla mnie”, bo w sumie, skąd wiedzieć, że coś nie jest fajne, jeśli wcześniej się tego nie sprawdziło?

 

Co zrobiłeś/zrobiłaś ostatnio po raz pierwszy?

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE