Wcześniej się nad tym jakoś specjalnie nie zastanawiałam. To Ula zmusiła mnie do podsumowania, co zmieniło się w moim życiu, odkąd zaczęłam blogować. A zmieniło się wiele. „Na poważnie” zaczęłam blogować 1. stycznia 2013 r. Owszem, wcześniej miałam inne blogi, ale tematykę psów, kotów i czarodziejek W.I.T.C.H. odłóżmy na bok. Myśląc o sobie sprzed dwóch lat, widzę dziewczynę, która kończy liceum i pisze o swoim (fascynującym) życiu, na blogu porusza raczej neutralne tematy. Stara się, żeby za bardzo się nie wyróżniaćh. O tym, że prowadzi bloga, nie mówi nawet znajomym. Musiał minąć rok, żebym przestała ukrywać w moim internetowym kąciku. Bo niby dlaczego mam się wstydzić miejsca, które sama stworzyłam? Przecież jestem z niego dumna!

Co dało mi blogowanie?

Mniej przejmuję się opinią innych: Nie jest wcale tak, że wszystko po mnie spływa. Złośliwe uwagi lubią zasiadać w kącie mojej głowy i przypominać o sobie w nieodpowiednich chwilach. Ale na pewno wiele się w tej kwestii zmieniło, odkąd prowadzę bloga. Mam co prawda takie szczęście, że hejterzy raczej omijają mój blog, czasem tylko wpadną i napiszą, że sprzedałam się za parę gaci (serio), ale to wyjątki potwierdzające regułę. Może dlatego, że w bocznym panelu wstawiłam pogrubioną czcionką napis „UWAGA: na tym blogu obowiązuje zakaz negatywnego myślenia!”? W każdym razie – działa! Znoszenie krytyki przychodzi mi łatwiej także w prawdziwym świecie, do którego czasem się wylogowywuję. Nigdy nie pakowałam się w fejsbukowe dyskusje na poziomie krawężnika, ale nauczyłam się unikać toksycznych ludzi, i nie zależy mi na sympatii osób, które plują jadem na prawo i lewo. Chociaż nie brzmi to zbyt wesoło, naprawdę dobrze czuję się z tym, że zależy mi wyłącznie na opinii najbliższych osób.
Łatwiej mi wyrazić swoje zdanie: Poprzedni akapit jest całkiem niezłym przykładem. Już sama specyfika bloga wymaga tego, żeby formułować treść w mocno subiektywny sposób. Przyznaję, że wcześniej używałam uogólnień, chowałam się za stwierdzeniami typu „mówi się, że…”. Teraz nie boję się napisać, że myślę to, tamto czy siamto. To samo w „realu” – potrafię rozmawiać, wyrażając swoją opinię, formułować konkretne argumenty, a nie tylko przytakiwać, w stu procentach zgadzając się ze zdaniem innych.
Jestem bardziej pewna siebie: Oczywiście w granicach rozsądku. Chociaż czasem nietrudno byłoby popaść w samozachwyt, gdy dostaję od was tak miłe wiadomości lub słyszę na uczelni lub w pracy, że napisałam coś fajnego. Pisanie i dzielenie się z wami moimi tekstami jest dla mnie ogromną przyjemnością, a w momencie kiedy słyszę, że wam się to podoba, mam wrażenie, że zaraz zniosę jajko ze szczęścia.
Poznałam wielu fajnych ludzi: Często zbieram się do stworzenia wpisu, w którym podlinkowałabym moje ulubione blogi. Niestety, jest tak wiele świetnych stron, że nie byłabym w stanie wcisnąć je wszystkie w jeden wpis. Dzięki temu, że sama bloguję, udało mi się złapać kontakt z niezłą gromadką cudownych, kreatywnych kobiet, które także uwiły swoje wirtualne gniazdka. Trafiłam do grupy Blogowanie i marketing dla kreatywnych kobiet, która jest chyba najwspanialszą grupą w historii Facebooka. Serio, każdego dnia pojawia się tam tyle inspirujących postów, że czasami nie jestem w stanie nadrobić ich przy jednej fejsbukowej wizycie.
Żyję kreatywnie: Blogowanie to nieustanne wymyślanie tematów, szukanie inspiracji, rozwijanie warsztatu. Nie wyobrażacie sobie, jak wiele zabawnych sytuacji może mieć miejsce przy próbie zrobienia idealnego zdjęcia do wpisu. O ile wymyślanie tematów bywa męczące i można łatwo się przy tym zirytować, o tyle uczucie, że wasz warsztat pisarski jest coraz lepszy, jest niewyobrażalnie miłe. Dzięki pisaniu czuję, że się rozwijam.
Dostrzegam więcej, słyszę więcej, czuję więcej: Każda blogerka musi być wyposażona w szósty zmysł, który podpowiada, czym powinna się zająć w kolejnym wpisie. Odkąd prowadzę bloga, o wiele częściej zastanawiam się nad wszystkim, co mnie otacza, częściej łapię aparat i cykam zdjęcia, częściej wychodzę z domu! Staram się przygotowywać posiłki w estetyczny sposób, ładniej się ubieram, dbam o okładki książek, szukam najładniejszej gałązki magnolii (przecież muszę wrzucić coś pięknego na fanpage lub na instagram!) Po prostu – dostrzegam więcej piękna. Chyba właśnie to jest najwspanialsze w blogowaniu!
CzekoAda na gorąco:

22 thoughts on “Co dało mi prowadzenie bloga?”

  1. Powtórzę za Mary… Faktycznie przyjemnie się czyta.
    Blogowanie to naprawdę wspaniała sprawa i nie zrozumie tego ten, kto nigdy nie napisał choćby jednego posta.
    Pozdrawiam Cię serdecznie. 🙂

  2. Bardzo ładnie napisane. Nie wiem jak Ci to wychodzi, ale u mnie nie zobaczysz, aż tak dużo fajnego tekstu 🙂 nie umiem się aż tak rozwijać wypowiadając myśli na blogu.
    Ale podpisuję się pod tym wszystkim nawet stopami!

  3. Fajne ujęcie tematu z wyzwania Uli. Poza tym nie będę oryginalna pisząc, że fajnie piszesz, bo bardzo przyjemnie się czyta. Duużo jeszcze nauki przede mną choć staż blogerski mam dłuższy 🙂

  4. Bardzo się cieszę, że blogowanie dało Ci tyle pozytywów w życiu! Z podobnych względów właśnie i ja zaczęłam właśnie pisać bloga. Chcę się wygadać, poznać ciekawe opinie innych, dowiedzieć też czegoś o sobie i nauczyć czegoś nowego. 🙂

  5. Ojej, trafiłam na Twojego bloga przez przypadek, a właśnie doczytałam, że też mieszkasz w Szczecinie i studiujemy na tym samym uniwersytecie. 🙂

  6. Ojej, bardzo mi miło, dziękuję! Może dlatego, że nikt mnie już nie może słuchać i muszę się posłużyć tekstem pisanym, żeby przekazać wszystko, co mam do powiedzenia? 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  7. Ja studiuję z kolei administrację. 🙂 Widzę też, że studiujesz skandynawistykę, a ja aplikowałam do Poznania właśnie na filologię skandynawską. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *