Od pewnego czasu wiosna nie kojarzy mi się ze śpiewem ptaków i szumem ciepłego wiatru. Odkąd zdobyłam prawo jazdy kategorii A pierwszą oznaką wiosny jest dla mnie mruczący odgłos płynący z silników motocykli.
Oto nagle z zimowego snu wybudzają się przepiękne maszyny i wyłaniają się ze swoich ciepłych garaży, w których zimowały, na pierwszą przejażdżkę. Ich właściciele z dumą wyjeżdżają na ulicę, rozpoczęcie sezonu to przecież istotne wydarzenie w życiu motocyklisty. Wreszcie pogoda sprzyja przejażdżkom, w końcu można przesiąść się na ukochany jednoślad. Wsiadają więc na te swoje piękne motorki i jadą przed siebie. A mi jest najzwyczajniej w świecie, smutno.

 

Nie dlatego, że ubolewam nad ich losem, że to wariaci, DAWCY i na pewno prędzej czy później się zabiją. Swoją drogą, przeczytałam kiedyś, że motocykliści są niesłusznie określani jako dawcy organów. A to dlatego, że zwykle po wypadku, ich organy już się do niczego nie nadają. Taka ciekawostka.
Wracając do tematu… Jest mi smutno dlatego, że im kosmicznie zazdroszczę. Bardzo bardzo bardzo chciałabym mieć własny motocykl. Albo nawet cudzy. Bylebym mogła nim śmigać. Przechodząc obok pasów mam ochotę podejść do motocyklisty czekającego na zielone światło i delikatnie zepchnąć go z motocykla, żeby przejechać się, chociaż do następnego skrzyżowania. Przecież później bym odstawiła go na miejsce…
A to wszystko przez mojego chłopaka, który zaraził mnie tym całym motocyklizmem. Mało tego, on nauczył mnie jeździć. Bezczelny, nie? Teraz jest mi smutno za każdym razem, gdy usłyszę pomruk silnika. I oczywiście, za każdym razem się oglądam. Za motocyklem, nie za motocyklistą.
Z ogromną sympatią przypominam sobie godziny spędzone na dojazdówkach z moim R, podczas których narażałam życie, ucząc się odpalać motocykl. Nadal jestem pełna podziwu co do zaufania, którym obdarzył mnie R, powierzając mi swój pojazd. Może liczył na wypłatę odszkodowania?
Baaardzo miło wspominam oficjalną naukę jazdy, między innymi dzięki genialnemu instruktorowi, który śmigał za mną samochodem. Nawet sam egzamin wspominam z przyjemnością. Pewnie gdybym nie zdała za pierwszym razem, nie wracałabym do niego myślami równie chętnie.
Wszyscy Ci szczerzący się motocykliści z komarami na zębach poważnie działają mi na nerwy. Znoszę to z miną smutnego szczeniaczka i obiecuję sobie, że kiedyś w końcu będę miała własny motocykl. Jestem tego pewna. Mało tego, kiedyś wybierzemy się z R. na prawdziwą wyprawę, a jak już wrócimy to obiecuję, że wszystko Wam opowiem!

 

CzekoAda na gorąco: