Minimalizm to ostatnio bardzo modne słowo. W czasach zdominowanych przez konsumpcjonizm, manię kupowania i gromadzenia wokół siebie nowych przedmiotów, stawianie na zaspokajanie potrzeb w sposób minimalny rzeczywiście jest wyjątkowe. W sieci znajdziesz wiele artykułów dotyczących tego, jak wprowadzić minimalizm do swojej codzienności, jednak ten poradnik jest inny. Cały ten system gwarantuje skuteczność i efekt naprawdę jest osiągalny w ciągu dwóch dni.

Wcześniej zupełnie o tym nie myślałam. Uwielbiałam otaczać się słodkimi, uroczymi przedmiotami, szwędać się po tanich sklepach, w których takie rzeczy można znaleźć i później upychać w szafce kolejną piękną miseczkę na owsiankę. Wszystko zmieniło się w ciągu jednego weekendu.
O tym, że powinniśmy zastanowić się nad przeprowadzką, zaczęliśmy myśleć na początku lipca, jednak wszyscy wiedzą, jakie są wakacje – lubią mijać w zastraszającym tempie. Tak więc obudziliśmy się w połowie sierpnia, że to chyba już czas najwyższy. Uwielbialiśmy nasze dwupokojowe mieszkanko, jednak w tym roku R. wypływa w pierwszy długi rejs i nie ma sensu, żebym przez jakieś pół roku zajmowała sama 48 m2. (Nawet po wakacjach w rodzinnym domu, podczas których przybrałam trochę masy na zimę) Poza tym przejrzeliśmy ogłoszenia i znaleźliśmy sporo kawalerek w rozsądnych cenach, a z racji tego, że jesteśmy wampirami ciągnącymi większość kasy od rodziców, podjęliśmy decyzję o znalezieniu czegoś, za co będziemy płacić mniej. W ostatni weekend miesiąca wybraliśmy się z moimi rodzicami do Szczecina, żeby odnaleźć nasze nowe wymarzone gniazdko. Owe gniazdko właśnie się zwolniło i przyjęło nas w swoje cztery ściany wyjątkowo szybko.
Tego samego dnia, w którym podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu się z 48 m2 na 24 m2, postanowiliśmy zostać minimalistami. Jakbyśmy mieli inne wyjście… W ciągu jednego popołudnia zrobiliśmy generalny przegląd wszystkich naszych rzeczy. WSZYSTKICH. Może się wydawać, że para studentów nie ma zbyt dużego dobytku, jednak w ciągu dwóch lat zgromadziliśmy w mieszkaniu tyle rzeczy, że nie mam pojęcia, co dostaniemy od gości w prezencie ślubnym – chyba wszystko już mamy. Dwa lata temu wyprowadziliśmy się z rodzinnej miejscowości, zamieszkaliśmy razem, ponad 500 km od naszych rodzin. Jeździmy do nich bardzo rzadko – na święta, wakacje, ferie… Wystarczy pomyśleć, jak wyposażyli nas rodzice i dziadkowie. Codziennie przygotowuję dla nas jedzenie, mamy nawet własny parowar kupiony na spółę. Dobra, nie będę już szpanować sprzętami. Chodzi o to, że mieliśmy naprawdę sporo rzeczy i jeszcze przy każdej okazji zwoziliśmy coś nowego do mieszkania.
Chyba dobrze się stało, że po dwóch latach zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę – dobrze jest zrobić taki przegląd. Mnóstwo rzeczy wyjechało z powrotem do rodzinnych domów, część ubrań została przeznaczona na dary, część pojawiła się w moich albumach na wymianie barterowej. Dużo niepotrzebnych rzeczy wyrzuciliśmy – przez długi czas gromadziłam gazety (co ze względu na jeden z kierunków moich studiów jest dość oczywiste), ale nawet w tej kolekcji musiałam zrobić czystki. (Swoją drogą, od połowy sierpnia piję czystek – kto jest ze mną? :D) Wybranie rzeczy, których potrzebujemy na sto procent było niezłym wyzwaniem, ale później trzeba było jeszcze wybrać 2/3 z nich wszystkich, bo inaczej potykalibyśmy się o nie w nowym mieszkaniu. No i chyba poszło całkiem nieźle – wszystko zmieściło się w samochodzie moich rodziców. Na trzy razy.
Dopiero w nowym mieszkaniu, kiedy wszystko leżało porozrzucane, a my nie mieliśmy jeszcze żadnego planu na to, gdzie co będzie, uświadomiłam sobie, że oto stałam się minimalistką. Już na stałe, a przynajmniej do momentu przeprowadzki do większego mieszkania. Przez ten czas będę żyć minimalistycznie, bo nawet jeśli w Pepco zobaczę nową, wspaniałą miseczkę to nie wezmę jej, choćby była w kotki. Po prostu nie miałabym gdzie jej postawić. Tak jak wspomniałam, mój sposób jest naprawdę skuteczny – koniec z kupowaniem zbędnych bibelotów. Do stania się minimalistką nie potrzebowałam nawet książki „Magia sprzątania”, której autorka podobno radzi żegnać się z ubraniami i dziękować im za wspólnie spędzony czas. W tym weekendowym szaleństwie nie miałam kiedy z nimi porozmawiać. Jesteś zbyt krótka, bluzeczko, nieważne, że byłaś ze mną w pierwszy dzień gimnazjum. Nie ma czasu na czułości.
CzekoAda na gorąco: