klucze mieszkanie

Po trzech latach po wyprowadzce z domu ogłaszam wszem wobec: Jestem zadowolona ze swojej decyzji, wiem, że to pomogło mi się rozwijać i czuję, że nie mogłam wybrać lepiej. Daję sobie radę, nie głoduję, nie zaszłam w niechcianą ciążę, nie żyję w chlewie i potrafię o siebie zadbać. Przeprowadzka z domu rodzinnego na studia? Polecam. Adrianna Fliszewska.

MOJA WYPROWADZKA PO MATURZE
Maturzystką byłam trzy lata temu. Moje plany co do tego, co będę robić po liceum, zmieniały się kilkukrotnie. Bałam się, jak będą wyglądały studia, czy sobie poradzę, czy ja i mój R. będziemy studiować w jednym mieście. Nie wiedziałam NIC o studiowaniu. Miałam co prawda jeden bezpieczny plan na przyszłość, w którym tak naprawdę nie musiałabym wiele zmieniać. Nadal mieszkałabym z rodzicami i dziadkami, dojeżdżałabym na uczelnię do Łodzi, nadal byłabym pod opieką najbliższych. Mogłoby się wydawać, że takie „bezpieczne” rozwiązanie będzie dla mnie najlepsze, wówczas właśnie taka byłam – wolałam trzymać się czegoś, co jest pewne. Z drugiej strony wiedziałam, że tak naprawdę nie chcę studiować w Łodzi, marzyłam o przeprowadzce do innego miasta, ale sama gasiłam te swoje „szalone” pomysły, no bo… jak to tak? Miałabym się wyprowadzić? Szaleństwo!
Gdybym nie podjęła tej szalonej decyzji, prawdopodobnie pisałabym ten tekst o 7:00 w busie jadącym do Łodzi. Czułabym się bezpiecznie, ale czy byłabym szczęśliwa? Na przeprowadzkę do Szczecina zdecydowałam się wspólnie z moim R. Wówczas nie odważyłabym się na taki wyjazd sama. Teraz (gdybym nie była szaleńczo zakochana w tym moim R.) wyjechałabym bez wahania. Trzy lata temu wyprowadziliśmy się 500 km od rodzinnego domu i przyznaję, że to była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy wtedy podjąć. Oczywiście bardzo przeżyłam rozstanie z rodzinnym domem i nadal męczy mnie to, że tak rzadko tam jestem. Czuję jednak, że to był dobry czas na usamodzielnienie się. Po trzech latach jestem w stanie powiedzieć, że naprawdę warto było się odważyć.
Wyprowadzka na studia początkowo była szokiem – nagle wszystko spadło na nasze barki. Jeśli chodzi o samą kwestię mieszkania z chłopakiem – wówczas byliśmy parą już od trzech lat, więc to wcale nie było aż takie szalone, jak mogłoby się wydawać. Nasi rodzice dobrze nas znają, mają do nas zaufanie, więc mogliśmy liczyć na ich wsparcie. Początki w nowym mieszkaniu były skomplikowane – musiałam nauczyć się gotować, organizować czas, planować zakupy, ogarniać rachunki, musieliśmy wypracować sobie podział obowiązków (oczywiście nie obyło się bez kłótni). Mam wrażenie, że na początku obowiązki studenckie były tylko dodatkiem do tego całego domowego zamieszania! Aż mnie wzdryga na samą myśl, ile „gotowców” pochłonęliśmy na pierwszym roku, kiedy umiałam gotować tylko jakieś pojedyncze potrawy. Musieliśmy nauczyć się „dorosłego życia” i na początku naprawdę było trudno. Zapomniałam wspomnieć, że nigdy wcześniej nawet nie byliśmy w Szczecinie. Pierwszy raz przyjechaliśmy tu na jeden dzień po to, by znaleźć sobie mieszkanie. Następnym razem przyjechaliśmy tuż przed rozpoczęciem semestru i tak już zostaliśmy.
Mogłoby się wydawać, że to był wyjątkowo trudny okres, ale prawda jest taka, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, gdy pomyślę sobie, jak usamodzielniłam się przez ten czas. Naprawdę jestem z siebie dumna. Przede wszystkim, przez ten czas stałam się mistrzynią organizacji czasu, ogarniam studia, nauczyłam się gotować, radzę sobie z załatwianiem „dorosłych spraw”, jestem bardziej pewna siebie, odważniejsza, mniej przejmuję się opinią innych. Nasz związek wydoroślał razem z nami. Zmieniły się także moje relacje z rodzicami. Zawsze mieliśmy bardzo bliski kontakt, ale teraz o wiele bardziej doceniam wspólnie spędzony czas. Jestem bardziej otwarta na świat, już myślimy o innym mieście, w którym chcielibyśmy mieszkać. Wiem, że na to, jak się zmieniłam, miało wpływ wiele czynników, ale wyprowadzka dała temu wszystkiemu początek. Jak wspomniałam wcześniej, zamieszkałam z chłopakiem i rzeczywiście początkowo było mi łatwiej przez to, że nie byłam całkiem sama. Jestem jednak dziewczyną marynarza, więc są okresy, w których jestem zdana sama na siebie i naprawdę nie jest to nic strasznego. 

Wiele osób stoi teraz przed podjęciem tej decyzji. Nie chcę namawiać nikogo do ucieczki z domu, nie chcę narażać się rodzicom, którzy nie są gotowi na wypuszczenie dziecka z rodzinnego gniazda, nie chcę wywoływać na nikim presji. Chciałam tylko opowiedzieć swoją historię, bo wiem, że gdy podejmowałam decyzję o wyprowadzce, sama chciałam coś takiego przeczytać.
Czy są na sali maturzyści?

CzekoAda na gorąco: