syrena
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, iż mój sposób bycia może wywoływać u innych zatroskaną minę pod tytułem „ty dziewczynko jeszcze nie znasz życia”. Wiem to, bo widzę ją często na twarzach osób, które to życie znają. Sęk w tym, że ja wcale nie mam zamiaru poznawać życia w taki sam sposób jak oni. Wybaczcie tę uszczypliwość, ale szczerze współczuję marudom, które upajają się tym, w jakim okrutnym, poważnym, dorosłym świecie funkcjonują i zupełnie nie dbają o swoje wewnętrzne dziecko. Pisząc o byciu dużym dzieckiem nie mam na myśli facetów po czterdziestce mieszkających z mamusią, ani też wpadania w czarną rozpacz, gdy ktoś wyłączy ulubioną bajkę. No chyba, że będzie to bajka Disneya. Chodzi mi raczej o spełnianie marzeń, dostrzeganie w życiu drobnostek, które składają się na szczęście i inne takie.

Kiedy ostatnio spróbowaliście czegoś nowego?
Kiedy ostatnio pomyśleliście o tym, co dobrego przydarzyło wam się w ciągu dnia?
Kiedy ostatnio czuliście, że żyjecie pełnią życia?


Kiedy ostatnio stwierdziliście, że jesteście na coś za starzy?
Kiedy ostatnio pomyśleliście, że czegoś wam nie wypada?
Kiedy ostatnio zrezygnowaliście z czegoś, obawiając się opinii innych?

Może bywam naiwna, a to, że często żartuję i uśmiecham się do ludzi sprawia, że nie traktują mnie poważnie. Może trudno połapać się we wszystkich rzeczach, których próbuję i w tym, że moje zainteresowania i plany zmieniają się tak szybko jak mężowie celebrytek. Może czasami zachowuję się zbyt dziecinnie, a bez makijażu wyglądam jak (trochę zmęczona) czternastolatka. Ale nigdy, przenigdy nie doprowadziło to do tego, że nie radziłam sobie w życiu. Te cechy, które mogą być postrzegane jako dziecinne nie muszą wykluczać cech takich jak zaradność czy odpowiedzialność. Potrafię o siebie zadbać, ale w wielu aspektach życia jestem dzieciakiem. Dzieci nie zwracają uwagi na to, co ktoś będzie o nich mówił i same także nie analizują zachowań innych. Dzieci po prostu działają. Potrafią cieszyć się z drobnostek, są ciekawe świata. Nie zastanawiają się, czy coś wypada, po prostu próbują. Mają wielkie marzenia. Tak, zdecydowanie – nadal jestem dzieckiem!
plaża dziewczyny przyjaciółki

Nie dajmy się zdoroślić!
Takie zdoroślenie dostrzegam wśród swoich rówieśników, którzy obawiając się opinii innych, żyją według schematów: szkoła-studia-praca, ślub-dom-dziecko, nawet jeśli nie jest to zgodne z ich marzeniami. Tradycja i normy społeczne narzucają nam pewne wzorce i sugerują, jak powinno wyglądać dorosłe życie. Pomyślcie, ile razy słyszeliście, że w pewnym wieku już czegoś nie wypada. Zdoroślenie nie musi wcale objawiać się w życiowych planach i ważnych celach. Zdoroślenie atakuje także życie codzienne. Wiele dziewczyn w moim wieku przejmuje się opinią otoczenia na tyle, że rezygnuje z wygłupów i przewraca oczami na durne żarty (np. moje), biorąc wszystko na poważnie. Zdecydowanie, największą ludzką wadą jest według mnie brak dystansu! I znów wszystko sprowadza się do dziecięcej beztroski – maluchy są bardziej otwarte na świat. Szkoda, że z czasem się tak ograniczamy.
Zdoroślenie najwyższego stopnia przeraża mnie jednak wśród starszych pokoleń. Wielu rodziców, których dzieci wyprowadziły się z domu, zamiast poświęcić ten czas w stu procentach sobie i robić coś dla siebie, nadal żyje wyłącznie życiem swoich pociech lub czeka na wnuki – kolejne istoty, którymi będzie trzeba się opiekować. Nie próbują nowych rzeczy, zupełnie tak, jakby stwierdzili, że już wszystko przeżyli i są za starzy, żeby się rozwijać. Czy tylko ja myślę, że pytanie „Czy mi wypada?” powinno być surowo zakazane? Szkoda, że tak nietypowym widokiem jest dziadek ze smartfonem czy babcia przy laptopie. Rozumiem siłę przyzwyczajeń i to, jak trudno jest starszym osobom opanować nowe technologie, ale szkoda, że mało kto chce w tym wieku uczyć się czegoś nowego – świat bardzo szybko się rozwija, a ludzie mają coraz większe możliwości.
Brzmię pewnie jak rozwydrzona buntowniczka, która zmieni zdanie, jak dostanie wreszcie od życia kopa w tyłek. Uważam jednak, że naprawdę nie warto zastanawiać się, czy nam coś wypada i czy nie jesteśmy na coś za starzy. Jasne – trudno jest się wyróżniać, ale mamy tylko jedno życie (chyba, że czytają mnie jakieś koty) i naprawdę nie warto chować się w cieniu, byle tylko przetrwać i za bardzo się nie wychylać, bo „co ludzie pomyślą”. 

Jestem ciekawa, czy myślicie podobnie jak ja
– jeśli nie, prawdopodobnie kiedyś będę jedyną babcią uczącą się jazdy na deskolotce…
CzekoAda na gorąco: