L'oreal casting creme gloss ognista czekolada
Czekoladę mam w kuchni, na telefonie, w torebce, a trzy lata temu miałam ją nawet na głowie! Z racji tego, że na blogu pokazuję najróżniejsze czekoladowe gadżety, postanowiłam, że pojawi się tu także ognista czekolada – jeden z odcieni farby Casting Creme Gloss od L’oreal Paris. Jakkolwiek żenująco to zabrzmi, ten kolor zmienił moje życie! Serio.

Jaki efekt daje ognista czekolada od L’oreal?

Farbowanie produktem L’oreal było moją pierwszą koloryzacją włosów (chyba, że powinnam liczyć szamponetkę w dniu swojej osiemnastki). Nie miałam większych problemów z farbowaniem, wszystko przebiegło całkiem sprawnie.  Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że dobrze czułam się w takim czekoladowym odcieniu, jednak czuję, że na dłużej dane mi było zostać rudzielcem. Farby Casting Creme Gloss nie zniszczyły mi włosów, zawsze były trwałe i dawały fajne efekty. Piszę w czasie przeszłym, gdyż ostatnio zrezygnowałam z samodzielnego farbowania – mam grube włosy, więc na jednorazową koloryzację ledwo starczają mi dwa opakowania produktu. Zwyczajnie bardziej opłaca mi się iść do specjalisty, który dokładnie pokryje moje włosy farbą i przy okazji zadba o końcówki. Jeśli jednak wrócę do farbowania włosów w domu, najprawdopodobniej znów wybiorę farbę L’oreal.

Cenę i więcej informacji o produkcie znajdziesz tutaj:

Casting Creme Gloss efekt

Jak zostałam twarzą kampanii L’oreal?
O tym, że jestem konkursomaniaczką wiecie już z tekstu Konkursy – czy warto brać udział?. Trzy lata temu wysłałam zgłoszenie (swoje zdjęcie) do akcji Casting Glossy Girls, organizowanej na fanpage’u L’oreal Paris Polska. Tuż przed maturami dowiedziałam się, że przeszłam do kolejnego etapu konkursu. Był nim casting w klubie 35mm w Złotych Tarasach. Warunkiem udziału było przefarbowanie włosów na wybrany kolor z serii Casting Creme Gloss. Przefarbowałam się dzień przed maturą, a wyjazd do Warszawy w towarzystwie moich rodziców i R. potraktowałam jako odstresowanie się między egzaminami i okazję do zwiedzenia stolicy. Nie nastawiałam się na półfinał konkursu, ponieważ brało w nim udział mnóstwo pięknych dziewczyn. Uwierzcie mi, skakałam i piszczałam z radości, gdy dowiedziałam się, że przeszłam casting. Nie był to jednak koniec konkursu. Przyjechałam do Warszawy jeszcze raz, tym razem na sesję próbną z Mateuszem Stankiewiczem! (Właśnie z niej pochodzą zdjęcia, które publikuję w tym tekście) Kilka dni po sesji okazało się, że jestem jedną z sześciu dziewczyn, które wezmą udział w kampanii Casting Glossy Girls! Tutaj moja przygoda z ognistą czekoladą dobiegła końca, gdyż ekipa L’oreal zdecydowała, że będę rudzielcem. (Byłam wtedy tak podekscytowana, że zgodziłabym się nawet na zielone pasemka) A tak serio, to od tej pory zawsze farbuję się na rudo i doskonale czuję się po koloryzacji farbą Casting Creme Gloss w odcieniu Bursztyn, chociaż używam też innych rudych farb. A widzicie? Wspominałam, że farba do włosów zmieniła moje życie! Z ognistą czekoladą na głowie poszłam na pierwszą sesję zdjęciową w moim życiu, a zdjęcia z Mateuszem Stankiewiczem zapoczątkowały moją przygodę z modelingiem.
Zdjęcie na samej górze przedstawia kolor moich włosów „przed” i „po”. Publikuję je, ponieważ zauważyłam, że wiele dziewczyn przed farbowaniem poszukuje w sieci zdjęć z widocznym efektem rzeczywistym po farbowaniu danym odcieniem produktu. Mam nadzieję, że ten wpis pomoże w podjęciu decyzji!
CzekoAda na gorąco: