związek na odległość

Nigdy nie sądziłam, że zacytuję na blogu Ivana Komarenkę, ale słowa „złe kilometry dzielą nas” będą idealnym wstępem do tego tekstu. Ale czy na pewno to te kilometry są takie złe? Związek na odległość, przyjaciółki w innych miastach, praca zdalna – dotyczą mnie wszystkie te trzy sfery i jakoś musiałam się odnaleźć w każdej z nich. Co było najtrudniejsze?

Związek na odległość

Mój R. jest marynarzem. Pływa, odkąd zaczął studia na Akademii Morskiej. Początkowo były to dwutygodniowe, miesięczne rejsy szkoleniowe. Teraz jego kontrakty są dłuższe i trwają od trzech do prawie pięciu miesięcy. Na początku studiów nie mieliśmy pojęcia, jak wygląda życie marynarskiej rodziny. Nie mieliśmy nikogo takiego w rodzinie, ani wśród znajomych. Przekonaliśmy się o tym dopiero na własnej skórze, ale od początku wiedzieliśmy, że razem przetrwamy wszystko i poradzimy sobie w każdych warunkach.

Spotkało nas wiele trudności, ale to, jak nas te doświadczenia wzmocniły i to, jak bardzo zaczęliśmy doceniać wspólny czas wynagrodziło nam trudne chwile. Po ponad siedmiu wspólnych latach nadal czujemy motyle w brzuchu. Postanowiliśmy dzielić się tym naszym szczęściem na kanale Mniejsze od trzech. Z racji tego, że mieszkaliśmy 500 km od rodzinnego domu, na co dzień byliśmy z dala od bliskich. Na szczęście w Szczecinie odnalazłam swoją bratnią duszę, którą pokochałam jak siostrę. Gdy R. był na morzu, to ona dbała o to, żebym nie zdziczała w samotności.

Przyjaźń na odległość

Byłyśmy nierozłączne. Razem studiowałyśmy, spotykałyśmy się po zajęciach, zabierałyśmy naszych ukochanych na podwójne randki (przez co – chcąc, nie chcąc – też się zakumplowali), po studiach pracowałyśmy w jednej firmie. W czerwcu nasze drogi się rozeszły i wylądowałyśmy w dwóch końcach Polski.

Miałam już doświadczenie z przyjaźnią na odległość. W rodzinnym mieście mamy swoją paczkę jeszcze z czasów gimnazjalnych, chociaż właściwie to trzymaliśmy się ze sobą jeszcze wcześniej. Na co dzień nie mamy ze sobą nieustannego kontaktu, ale gdy spotykamy się w rodzinnym mieście lub odwiedzamy się nawzajem w różnych końcach Polski, zawsze jest tak, jak kiedyś. Mamy mnóstwo wspólnych tematów, świetnie się dogadujemy, znamy się na wylot.

Moja N. mieszka w jeszcze innym mieście i nie pojawiam się tam pod pretekstem odwiedzin rodziców, więc okazji do spotkania mamy o wiele mniej. Mimo to doskonale wiemy, że odległość nam w niczym nie przeszkodzi. Nawet w spontanicznych plotach przy kawie. Bo czy nie po to wymyślono videokonferencje? W ten weekend miałyśmy się odwiedzić, ale okazało się, że mamy dla siebie tylko jeden dzień. Postanowiłyśmy się więc spotkać w połowie drogi. Dwa dni później spotkałyśmy się w Poznaniu i cudownie spędziłyśmy razem ten dzień. Planujemy już kolejne spotkanie, tym razem już we czwórkę.

Praca zdalna

Moje wykształcenie i doświadczenie zawodowe pozwala mi na elastyczność i (choćby częściową) pracę zdalną. Bardzo to sobie cenię i lubię wykorzystywać tę możliwość. To kolejna kwestia, w której odległość nie ma dla mnie znaczenia. Pracowałam nawet dla portalu informacyjnego miasta, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Nawet w pracy stacjonarnej miałam „home office” jeden dzień w tygodniu. Swoją drogą, tego dnia byłam chyba najbardziej produktywna.

Uwielbiam pracę zdalną, choć teraz działam w ten sposób tylko dorywczo. Na ten moment mi to odpowiada, bo już drugi miesiąc mieszkam sama w nowym mieście, w którym nikogo nie znam, więc każde wyjście z domu chroni mnie przed całkowitym zdziczeniem. Na szczęście za kilka dni wraca R. i będę miała motywację do szybkich powrotów do domu. Praca zdalna zawsze idealnie komponowała mi się z tym marynarskim życiem, gdzie wspólna obecność w domu jest na wagę złota.

Długość ma znaczenie

Tymczasowa samotność nie stanowi dla mnie problemu. Lubię ten swój czas, gdy mogę w stu procentach skupić się na swoim rozwoju lub swoim lenistwie, w dowolnych proporcjach. Po prostu lubię swoje towarzystwo i mam tyle pomysłów na siebie, że nie wiem, czym jest nuda. Oczywiście, miewam słabsze momenty, ale wiem, że mogę liczyć na wsparcie bliskich, nawet na odległość. Znam siebie i umiem doprowadzić się wtedy do ładu i składu. Potrafię przestawić się na tryb „samodzielna, niezależna kobieta” nawet bez kota w pobliżu. Ale kurcze, ile można?! W przeciwieństwie do Ani Dąbrowskiej, której twórczość uwielbiam, łatwo mi się przyznać, że to wszystko nagle traci sens, gdy jego nie ma. I na głos wypowiem, że tęskniłam, gdy nie było go trochę za długo.

Wiem, że jestem jedną z tych co nie boją się żyć.
Gdy dzień zmienia się w ciemną noc nie przestraszy mnie nic.
Wiem, że lubię sama być, trwonić tak cenny czas.
Choć nic się nie dzieje to dobrze mi jest z tym.

Nawet wieczór pod kocem, ze wszystkimi elementami hygge, nie zastąpi mi towarzystwa R., jego uśmiechu, żartów, uścisku. Nic nie zastąpi też kolacji w rodzinnym domu ani kawy z przyjaciółką. Odległość nie jest ważna, ale długość już tak. Gdy ktoś jest daleko przez długi czas, samotna codzienność staje się przykrym obowiązkiem. Dlatego każdego dnia dbam o to, co dla mnie najważniejsze.

Doceniam każdą chwilę z moim R., ale też każdą wiadomość czy telefon, bo nie zawsze mamy zasięg. Szukam pretekstu do spotkań z bliskimi, codziennie rozmawiam z rodzicami, piszę do przyjaciół, dzwonię do bliskich i zamieniam nasze mieszkanie w hotel (i dokumentuję to na vlogach), żeby być blisko ludzi, których kocham. Mogę cieszyć się samotnością tylko wtedy, gdy wiem, że między nami jest ok. A praca? Ją też kocham, ale to tylko praca.

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE

  • Śledzę Wasz kanał odkąd pojawiliście się u Anity z No to jestem! 🙂 Stworzyliście tam bardzo rodzinną atmosferę, a teraz jeszcze widzę, że jak opowiadasz, tak tez piszesz. Prosto i od serca. Sama przyjemność być na bieżąco 🙂 Pozdrawiam!

  • Ado, wysyłam po prostu ciepłe myśli. <3

  • Nasz związek zaczął się próbą odległości – znaliśmy się długo, ale, gdy coś zaczęło iskrzyć, rozpoczynaliśmy akurat studia w różnych miastach. Daliśmy radę, chociaż kiedy długo się nie widzieliśmy, to robiłam się nieznośna, więc rozumiem dobrze to „no ileż można”… 😉

  • Widziałam, że spotkałyście się w połowie drogi i mega mi się ten pomysł podoba! 🙂 A tekst bardzo mądry i prawdziwy. Niesamowicie podziwiam Was za te miesiące rozłąki. 🙂

  • Magda Rękawek

    Ja z moim chłopakiem jestem w związku 8 lat z czego 3 ostatnie na odległość. Ja w Polsce a On w Szwajcarii. Ta sytuacja potrwa jeszcze co najmniej rok. Wszyscy nam się dziwią, że przetrwaliśmy tak długą rozłąkę, ale jeśli się kogoś kocha to wszystko jest możliwe 🙂

  • Pingback: Związek z marynarzem. Rozstania i powroty - pisze dziewczyna marynarza()

  • Pingback: Słodka wizyta w Muzeum Czekolady w Poznaniu - CzekoAda.pl()

  • Pingback: Samotność w związku na odległość. Jak radzić sobie z rozłąką?()