samotność w związku na odległość

Dopiero po publikacji tekstu o związku na odległość Długość ma znaczenie, odległość nie i pierwszych wiadomościach od was, zorientowałam się, że w odbiorze jest on dość smutny, a zasmucanie was nigdy nie było moim celem, wręcz przeciwnie. Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że czasami każdy ma gorszy czas, ale na dłuższą metę zamartwianie się nie ma sensu. Trudno jest wierzyć komuś, kto wiecznie jest uśmiechnięty, a jego życie wygląda jak podrasowane instagramowym filtrem. Dlatego czasami się wam zwierzam.

Każdy podejmuje własne decyzje, które wpływają na jego życie. Decyzje nie są dobre albo złe. Każdy wybór niesie ze sobą różne skutki, zamyka jakieś furtki, ale otwiera inne. Zawsze można wszystko zmienić, ale bez odpowiedniego podejścia zawsze będzie coś nie tak. Czasami wystarczy zastanowić się, czy dobre strony danej sytuacji rekompensują te gorsze. Związek na odległość nie jest łatwy. Mimo że nasz styl życia wymaga od nas sporo poświęcenia, jesteśmy ze sobą najszczęśliwsi na świecie. Chcemy jak najwięcej czasu spędzać razem i jak najrzadziej się rozdzielać, ale gdy R. decyduje się na rejs, liczymy się z konsekwencjami.

Żadne pieniądze nie są warte rozłąki i trudu ciężkiej pracy, ale ułatwiony start w przyszłość i to, że kiedy R. jest w domu nie ma żadnych zobowiązań zawodowych i, poza czasem, w którym jestem w pracy, możemy być ze sobą non stop, a także to, jak szybko dojrzeliśmy i nauczyliśmy się doceniać siebie nawzajem, jest po prostu piękne. I, kończąc ten przydługi wstęp, mimo że czasami narzekamy, jesteśmy świadomi tego, po co to wszystko.

Samotność w związku na odległość. Jak radzić sobie z rozłąką?

Kochamy swoje życie, a z tymi trudnymi kwestiami sobie radzimy… raz lepiej, raz gorzej. Mamy na to swoje sposoby!

Wiem, że to stan tymczasowy

R. jest marynarzem, więc koniec rozłąki jest równoznaczny z końcem rejsu. Rozdzielaliśmy się już na miesiąc, trzy, cztery i pół… Ale zawsze już od samego początku odliczaliśmy dni do naszego spotkania. Podczas ostatniego rejsu, R. miał na ścianie kalendarz, w którym wieczorami skreślał dzień po dniu.

Wykorzystuję ten czas dla siebie

Często się o tym zapomina w codziennym, wspólnym życiu. Albo mamy jakieś nawyki, które ograniczamy, będąc w związku, szczególnie z daną osobą. Przykład? Przed ostatnie, samotne miesiące naoglądałam się babskich filmów i nasłuchałam playlist w stylu „cozy evenings”, w mieszkaniu ogarniętym półmrokiem. A gdy jest R. mam tych wieczorów mniej, bo on lubi, gdy jest jasno i relaksuje się w ciszy. To działa też w drugą stronę – głowa boli mnie od piskliwych, japońskich bajek i odgłosu mordowania orków, więc gdy R. jest na statku, gra i ogląda anime do woli.

Jestem maksymalnie produktywna

Nie bez powodu na naszym kanale Mniejsze od trzech prawie codziennie pojawiały się nowe vlogi, a ja znalazłam nową pracę i jeszcze dodatkowe zlecenia, a teraz rozkręcam bloga… Czas przyspiesza, gdy ciągle mam jakieś zajęcie, a jeśli jest to praca, mam z tego jeszcze zarobek i ogromną satysfakcję.

Planuję wspólną przyszłość

I niekoniecznie chodzi mi tu o imiona naszych dzieci, ani nawet motyw przewodni wesela. Spisuję pomysły na jesienne randki i, w ogóle, zastanawiam się, co robić jesienią. Myślę, jak przywitać R. w domu i co będzie trzeba załatwić po jego powrocie.

Spędzam czas z bliskimi

Podczas ostatniej rozłąki większość czasu spędziłam w roli gospodyni w naszym nowym gniazdku w Gdańsku. O mojej szalonej przeprowadzce pisałam w tekście Pojechała na See Bloggers i nie wróciła. Historia prawdziwa. W skrócie wyglądało to tak, że gdy wyprowadziliśmy się ze Szczecina i wszystkie nasze rzeczy zwieźliśmy do salonu moich rodziców, wyskoczyłam na See Bloggers i, przy okazji, znalazłam mieszkanie idealne. A że tego samego dnia straciłam pracę, to już tam zostałam, żeby znaleźć sobie nową… A że miałam ze sobą tylko jedną walizkę, pierwsza wizyta rodziców i teściów wyszła sama przez się. Właściwie to oni nas przeprowadzili, ja tylko znalazłam mieszkanie i rozpakowałam rzeczy. Później odwiedziła mnie też babcia i przyjaciółki – Kasia i Agata. Wszystko dokumentowałam we vlogach, co mogło dać złudne wrażenie, że prowadzę hotel. Towarzystwo miałam świetne!

Wiem, że z perspektywy R. samotność jest czymś znacznie trudniejszym, nawet trudno jest mi to opisać. Już samo to, jak mnie rozpieszcza po powrocie, wskazuje na to, że bardzo się stęsknił… Masuje stópki po pracy, robi obiadki, ostatnio nawet upiekł chleb! Opiekuje się mną i strzeże jak oczka w głowie! Samotny czas wykorzystałam w stu procentach, ale tęskniliśmy za sobą bardzo. Dobrze, że znowu jesteśmy razem!

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE