friends with benefits

Znaliśmy się ze szkoły, ale wcześniej nasz kontakt ograniczał się do spisywania matematyki w szatni przed lekcją. Oczywiście nie miałam z tego żadnych korzyści, bo to ja siedziałam do nocy z tatą nad zadaniami. Kiedyś napisał do mnie na gadu-gadu. Pod koniec gimnazjum stwierdził, że prawie się nie znamy, a szkoda, bo zaraz wylądujemy w dwóch różnych liceach. Jakieś dwa miesiące później zaczęła się nasza przygoda. Miłosne wyznania pojawiły się szybko, choć żadne z nas nie znało znaczenia tych wielkich słów. Po prostu wydawało nam się, że się kochamy. No i dobrze nam się wydawało.

Pewnego dnia poślubię mojego przyjaciela

Choć wówczas myśleliśmy, że miłość nie ma przed nami już żadnych tajemnic, jednak dopiero z czasem zaczęliśmy się jej uczyć. Jakoś nigdy nie pasowało mi stwierdzenie „mam chłopaka”. Ja mam Rafała. Z chłopakiem to sobie można chodzić na randki. Można go obgadywać z przyjaciółkami, można go sobie w każdej chwili rzucić. A z Rafałem to można… żyć. Dom zbudować. Rodzinę założyć. Zerwać? A po co, skoro można wykrzyczeć wszystko w twarz, nie przespać nocy i do rana wszystko przegadać?

Gdy słuchałam opowieści innych dziewczyn, dziwiło mnie to, że większość ważnych tematów, w tym problemy związkowe, wolą obgadać z koleżankami niż z chłopakiem. Co ciekawe, sami zainteresowani o większości spraw ponoć nie mieli pojęcia. O tym, że ich związek przechodzi kryzys, prędzej dowiedzieliby się od przyjaciółki swojej dziewczyny niż od niej samej. No bo przecież sami się nie domyślą. To tylko faceci. Serio?!

Ja to prędzej wybuchnę niż powstrzymam się przed podzieleniem się z R. tym, co myślę o… wszystkim. Zresztą, to działa w dwie strony. Przegadaliśmy tysiące dni i nocy. Dla nas nie ma tematów, o których nie powinno się rozmawiać w związku. Gdy R. jest na statku, najtrudniejsze dla nas jest właśnie to, że nie zawsze możemy pogadać, bo różnie bywa z zasięgiem na morzu. Gdy nie mieliśmy kontaktu przez kilka dni, spisywałam listę rzeczy, o których nie mogę zapomnieć podczas rozmowy. I gdy tylko jest taka możliwość, wisimy na telefonach. Tak było zawsze. Pamiętam te nastoletnie sprzeczki z rodzicami o ciągłe telefony o każdej porze dnia i nocy. Odkąd mieszkamy ze sobą, rzadziej do siebie dzwonimy. Średnio kilka razy dziennie.

friends with benefits

Różnice charakteru a kłótnie

Tematy nam się nie kończą, wprost przeciwnie. Mam wrażenie, że gdy rzadziej ze sobą rozmawialiśmy, każde zaczynało żyć swoimi sprawami. Nic dziwnego, że ludzie się od siebie oddalają, skoro unikają rozmów. Nie ma dla nas tematów tabu, ale ze względu na różnice charakterów miewamy odmienne zdania w wielu tematach i często staje się to powodem do kłótni. U nas nie ma cichych dni. Gdy coś jest między nami nie tak, mamy bardzo głośnie dni. W sytuacjach konfliktowych potrafimy zachowywać się jak rodzeństwo. Czasami brakuje tylko rodzica, który odeśle nas do dwóch różnych kątów, a później każe podać sobie ręce. Najczęściej kłócimy się o głupoty, zwykle gdy nazbiera nam się dużo mniejszych spraw. Zawsze szybko dochodzimy do porozumienia, bo nawet przy najgorszych kłótniach wiemy, że nie chcemy ze sobą walczyć, tylko dojść do porozumienia.

Czego uczy związek na odległość?

Miesiące, które spędziliśmy osobno uświadomiły nam, że jesteśmy w stanie żyć osobno, ale nie chcemy, bo nie jesteśmy wtedy szczęśliwi. Nie mieliśmy obaw w kwestii zdrady czy obwiniania siebie o to, w jak różnych światach żyje wtedy każde z nas i z jakimi problemami się boryka. Oboje dawaliśmy sobie radę w dwóch równoległych rzeczywistościach, ale brakowało w tym wszystkim sensu. Bo tylko razem jesteśmy szczęśliwi.

friends with benefits

Przyjaźń z partnerem życiowym

Moglibyśmy przebywać ze sobą na okrągło. Kiedyś pracowaliśmy razem i to był dla nas idealny układ. Teraz prowadzimy razem kanał, wspólnie spędzamy każdą wolną chwilę. W Trójmieście nie mamy rodziny ani przyjaciół, jesteśmy po prostu my dwoje. Oczywiście, gdy tylko jest taka możliwość, chętnie spotykamy się z bliskimi, ale wtedy zwykle też jesteśmy razem. Nie ma w tym nic toksycznego. My po prostu bardzo lubimy swoje towarzystwo. Uwielbiamy się razem wygłupiać, próbować nowych rzeczy, spacerować, vlogować, pić kawę i herbatę, aktywnie spędzać czas. Jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi. I to wcale nie dlatego, że nie było lepszego wyboru. Mamy to szczęście, że kilka osób, które spotkaliśmy na swojej drodze możemy nazwać prawdziwymi przyjaciółmi. Są nimi także nasi najbliżsi, bo mamy naprawdę wyjątkowe rodziny. A między sobą jesteśmy takimi ekstraprzyjaciółmi. Friends with benefits.

>>Zbudowaliśmy dom bez kredytu!

Co sądzisz o przyjaźni w związku? Czy też nie wyobrażasz sobie bez niej relacji z partnerem?

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE