co po maturze
Kilka lat temu w moim życiu nastał dziwny moment. Do tej pory żyłam sobie beztrosko, bez głębszych życiowych refleksji. Już wtedy miałam dość nietypowe, jak na licealistkę, spojrzenie na świat, ale wtedy myślałam, że nie jest to powód do dumy. Choć zawsze miałam dobre oceny, nie interesowały mnie prestiżowe uczelnie i kierunki o poważnie brzmiących nazwach. Miałam sporo zainteresowań, jednak wydawały mi się one skrajnie różne. Gdy nadszedł czas, by decydować o tym, w jakim kierunku chcę się dalej rozwijać, rozważałam różne opcje, ale nie znałam zawodu, który byłby spełnieniem moich marzeń. Kiedyś bardzo chciałam być nauczycielką. W dzieciństwie uwielbiałam bawić się w szkołę, uzupełniać „dzienniki”, które sama robiłam i słuchać o pracy mojej mamy. Jakoś w liceum stwierdziłam, że to jednak nie do końca moja bajka.

Podejmij tę decyzję samodzielnie!

Decyzję o dziennikarstwie podjęłam w trzeciej klasie liceum. To było dla mnie olśnienie! Przecież ja uwielbiam pisać! Dziś jestem z siebie okropnie dumna, że nie zmieniłam zdania pod wpływem otoczenia, choć nie było łatwo. Jako jedyna z klasy matematycznej zdawałam na maturze rozszerzony polski i jako jedna z osób z matfizu zrezygnowałam z rozszerzonej matematyki. Ze strony grona pedagogicznego było to uznane jako jedna wielka porażka. Skończyło się na tym, że na świadectwie miałam dwóję z matmy, choć maturę podstawową napisałam na 95%.

Poza tym, gdy ktoś pytał o kierunek, który wybrałam, zewsząd słyszałam, że po dziennikarstwie nie ma pracy, że w niedługim czasie gazety umrą, a ja będę musiała biegać po sejmie za politykami przez kilka lat zanim poprowadzę wieczorne wiadomości. Z tym że ja nigdy nie chciałam pracować w newsach i nie cierpię polityki. Gdy komuś to mówiłam, w powietrzu wisiało pytanie „to po co chcesz studiować dziennikarstwo?!”.

Choć przy wyborze kierunku studiów spotkałam się z niezrozumieniem, było warto! Nawet docinki o tym, że rzucam wszystko i wyjeżdżam za wielką miłością, były tego warte. Bo to akurat była prawda! Potrzebowałam zmian! Chciałam rzucić się na głęboką wodę i móc lepiej poznać siebie. Rafał chciał studiować na Akademii Morskiej w Szczecinie lub Gdyni. Ja chciałam studiować dziennikarstwo gdzieś poza Łodzią, którą znam od urodzenia. Wybraliśmy Szczecin, który do dziś jest dla nas niezwykle ważnym miejscem. Kolejna świetna decyzja, podjęta samodzielnie! Wróćmy jednak do tego, że nikt nie kazał mi iść na dziennikarstwo, a ja nawet nie chciałam pracować w typowej redakcji. Jak w takim razie tam wylądowałam?
Wyprowadzka na studia: co i jak?

Rozwijaj swoje umiejętności i pasje

Może brzmi to naiwnie, ale poszłam na studia dziennikarskie, bo lubiłam pisać. Od zawsze łatwiej było mi coś wystukać na klawiaturze lub zanotować niż powiedzieć. Lubiłam język polski i gry słowne. Nigdy nie byłam molem książkowym, ale dużo czytałam w Internecie i zawsze zwracałam uwagę na to, jak piszą inni. Sama pisałam miliony opowiadań i wierszy w dzieciństwie, a później zaczęłam przygodę z blogowaniem. Poszłam na studia, żeby mieć motywację do rozwijania tych chorych zainteresowań. Żeby trenować warsztat, jeszcze ładniej się wypowiadać i wyrobić swój styl. A później zobaczyć, co się stanie. W międzyczasie zdobyłam doświadczenie w dziennikarstwie radiowym, telewizyjnym, internetowym oraz w prasie. Pomogło mi to też w rozwoju bloga i kanału na Youtube.

Jak robić notatki na studiach?

A co jeśli Twój wymarzony zawód jeszcze nie istnieje?

Wkrótce później okazało się, że w międzyczasie powstał zawód, który nagle szalenie mnie zainteresował. Co ciekawe, gdy kończyłam liceum, w życiu nie słyszałam o specjalistach ds. mediów społecznościowych. A gdybym usłyszała, pewnie parsknęłabym śmiechem. Swoją drogą, pewnie do tej pory część osób tak reaguje. Świat rozwija się w takim tempie, że trudno za nim nadążyć. Trzeba być bardzo elastycznym! Co jeśli Twój wymarzony zawód jeszcze nie istnieje? Przygotuj się, a wkrótce będziesz najlepszym specjalistą w danej dziedzinie! Brzmi to abstrakcyjnie, ale z doświadczenia wiem, że warto rozwijać najróżniejsze umiejętności. Gdy tylko uświadomiłam sobie, że świetnie odnajduję się w Internetach, poszłam na kurs Social media, żeby uporządkować wiedzę w tym zakresie.

Studia Social media

Dwa kierunki + praca = lekcja zarządzania czasem

W mojej studenckiej karierze mam też półtoraroczny epizod ze skandynawistyką. Idąc na drugi kierunek, zupełnie nie znałam Skandynawii, ale przekonała mnie możliwość nauczenia się języka norweskiego od podstaw. Przez trzy semestry studiowałam dwa kierunki. Zarządzanie czasem opanowałam wtedy do perfekcji. Gdzieś w między zajęciami znajdowałam nawet czas na pracę w lokalnej redakcji, prowadzenie bloga i życie prywatne. Szło mi całkiem nieźle, dostawałam nawet spore stypendium. Na dłuższą metę było to dość obciążające, ale wtedy miałam do tego ogromny zapał, a Skandynawia i nauka języka stała się moją nową pasją.

Jak pogodzić dwa kierunki studiów?

Nie bój się zmieniać zdanie

Ostatecznie zrezygnowałam z tego kierunku, bo gdy zmieniła nam się kadra, czułam, że zajęcia nie wnoszą wiele do mojego życia i że niepotrzebnie tracę czas. To była dobra decyzja, choć znów niełatwa. Gdy rezygnuje się ze studiów, wiele osób odbiera to jako porażkę i brak konsekwencji. Bo skoro już zaczęłam, powinnam skończyć. Tutaj znów jestem dumna z siebie, że wytrwałam w swojej decyzji. Inaczej zmarnowałabym mnóstwo czasu. A ja nie narzekam na nudę i chcę ten czas wykorzystać na to, co dla mnie naprawdę ważne. Cieszę się, że spróbowałam zupełnie nowej rzeczy. Nauczyłam się podstaw języka, zyskałam nową pasję, pokochałam świat wikingów i  dostałam kawał wiedzy o krajach skandynawskich. Nauczyłam się zarządzać swoim czasem i ustalać priorytety. Zdobyłam masę nowych umiejętności. Papierek nie jest mi do niczego potrzebny.

Rodzice kontra dorosłe dziecko: kto komu podnosi ciśnienie?

Pracuj! W zawodzie lub nie!

Co robię po kierunku, po którym nie ma pracy? Przestańmy wreszcie żyć mentalnie w zamierzchłych czasach! To zdanie powtarzają najczęściej ludzie, którzy nie mają pojęcia o danej branży i zachowują się, jakby ich mózgi były ograniczone do myślenia, że po psychologii można być tylko psychologiem, po AWFie wuefistą, po filologii angielskiej nauczycielem angielskiego, a po polonistyce kierownikiem McDonalds.  Uwierz mi, naprawdę nie powinna Cię obchodzić opinia takich osób.

Każdy, kto włoży  w to choć odrobinę wysiłku i zaangażowania, znajdzie pracę, nawet w swoim zawodzie. Wiem, że są różne sytuacje w życiu, ale jeśli naprawdę Ci na czymś zależy, znajdziesz sposób. A jeśli zmienisz zdanie, będziesz miał już pewne umiejętności i doświadczenia, których nikt Ci nie odbierze. Swoją drogą, zmienianie zdania jest fajne i uczy więcej niż jakiekolwiek studia czy kursy. Wiem, bo jestem w tym specjalistką. Jedyną stałą w moim życiu są moi bliscy. Wszystko inne: miejsce zamieszkania, codzienne zajęcia, pracę i plany dopasowuję do sytuacji życiowej, w której akurat się znajduję. Czuję się szczęśliwa i wolna.

Gdzie pracowałam? Czym się zajmuję?

Zobacz moje CV

Wracając do tematu pracy, miałam ją już w czasie studiów. Mam za sobą studenckie praktyki w redakcjach, pracę jako dziennikarka w lokalnych mediach, redaktor portalu internetowego, specjalista ds. mediów społecznościowych i bloger, bo na działalności internetowej również zdarza mi się dorabiać. Wcześniej pracowałam też jako ratownik wodny i, raz na jakiś czas, jako fotomodelka.

Aktualnie sama łapię zlecenia jako copywriter freelancer i dorabiam jako hostessa. Mam kilka źródeł dochodu. To pozwala mi na dużą niezależność, zarządzanie swoim czasem i, w przypadku copywritingu, pracę z dowolnego miejsca. Oczywiście ma to też swoje minusy, bo raz zarabiam więcej, raz mniej, ale według mnie regularne wypłaty nie są warte pracy na etacie. Póki mogę, chcę rozwijać się w ten sposób. Internetowy świat szybko się zmienia, a ja staram się za nim nadążyć. Cały czas uczę się nowych rzeczy i wykorzystuję umiejętności, które zdobyłam do tej pory.

Jak się uczyć?

Ucz się i doświadczaj

Wiesz już, co robiłam po maturze. Co dał mi ten czas? Poza tytułem licencjata i możliwością utrzymywania się, zyskałam mnóstwo cennych doświadczeń. Poznałam siebie, otworzyłam umysł i nauczyłam się żyć po swojemu. Mój związek się wzmocnił, z pary licealistów staliśmy się „małżeństwem bez ślubu”. Przez rok, który Rafał spędził na statkach, nasze myślenie o życiu zmieniło się o 180 stopni. Zaczęliśmy nagrywać codziennie swoje życie i dzielimy się swoim spojrzeniem na świat we vlogach na kanale Mniejsze od trzech. Doceniłam, jak cudowni są moi bliscy, jak mądrze mnie wychowali i jak bardzo są dla mnie ważni. Zyskaliśmy parę wspaniałych przyjaciół i utwierdziliśmy się w tym, że nawet odległość nie zepsuje szkolnych przyjaźni. Ogarniam wszystkie sprawy dorosłych, od rozliczania podatków po naprawę kranu czy znalezienie mieszkania.

Wiem, że nie wszystko od razu się udaje, uczę się na błędach, ale nie rezygnuję z walki o swoje szczęście. Choć zdarzało się, że pod koniec miesiąca urządzaliśmy sobie wyzwanie „przeżyć tydzień za X złotych”, poznałam wartość pieniądza. Równocześnie przekonałam się, że w życiu nie trzeba ciężko pracować i cały czas narzekać na swój los, bo zawsze można zmieniać, ulepszać i próbować. Wystarczy przestać przejmować się tym, co pomyślą inni i nie bać się żyć! Od mojej matury minęło pięć lat (czy ktoś mi powie, kiedy?) i takie wnioski wyciągnęłam przez ten czas.

Jak przygotować się do sesji?

Co robić po maturze?

Nie bać się! Dać sobie czas na podjęcie tych „wielkich decyzji”. Nie brnąć w coś bez przekonania. Próbować różnych rzeczy. Nie słuchać cennych rad nieszczęśliwych ludzi! Dbać o zdrowie, relacje z innymi, rozwijać swoje umiejętności i otworzyć umysł. Żyjemy w takich czasach, że sami możemy wymyślić sobie pracę. Korzystajmy z różnych możliwości!

Bardzo szanuję to, że niektórzy już od dziecka wiedzą, czym chcą się zajmować w przyszłości, ale to wręcz nieludzkie, że otoczenie wymaga od maturzystów, żeby decydowali „kim chcą być” i najlepiej, żeby odpowiedź była zawarta w jednym słowie. Wtedy ludziom łatwiej jest przykleić Ci jakąś łatkę. Mam wrażenie, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że można spełniać się w wielu dziedzinach. Kim ja jestem? Copywriterką, freelancerką, blogerką, vlogerką, specjalistką ds. mediów społecznościowych, redaktorką, dziennikarką, hostessą, fotomodelką, ratowniczką wodną.

Niezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz, ważne żeby realizować swój własny plan na życie, bo tylko wtedy masz szansę na prawdziwe szczęście!

co po maturze

#COPOMATURZE

Wpis powstał w ramach akcji #COPOMATURZE, organizowanej przez Anię (Blue Kangaroo) i Dagmarę (Socjopatka.pl). Pod tym hashtagiem znajdziesz historie innych osób, które zechciały podzielić się swoimi doświadczeniami. Maturzysto, mam nadzieję, że tym tekstem dodałam Ci otuchy i że na podstawie mojej opowieści wyciągniesz wnioski, które pomogą Ci w podejmowaniu tych wszystkich trudnych decyzji. Jeśli planujesz swoją ścieżkę kariery, koniecznie odwiedź blogi organizatorek akcji! Znajdziesz tam mnóstwo cennych wskazówek i inspiracji!

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE