zaręczyny

Jeśli po przeczytaniu tytułu stwierdzasz, że w takim razie mam beznadziejne życie, zatrzymaj się na chwilę i pozwól, że opowiem swoją wersję. Dokładnie rok temu powiedziałam TAK!

Historia naszych zaręczyn

Czerwiec 2017 był, bez wątpienia, najgorszym czasem w moim życiu. Pisałam już o tym w podsumowaniu ubiegłego roku. Oczywiście wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Rafał kończył Akademię Morską i planowaliśmy przeprowadzkę do Gdańska. Choć pokochaliśmy Szczecin całym sercem, zdecydowaliśmy, że pozostanie on naszym studenckim miastem, a my będziemy dalej szukać swojego miejsca na ziemi. To był nasz ostatni miesiąc tutaj i chcieliśmy wykorzystać ten czas w pełni na pożegnanie z miastem pachnącym czekoladą.

Okazało się jednak, że Rafał wchodzi na statek szybciej niż przewidywaliśmy i nasz czas ograniczył się do dwóch tygodni. Postanowiliśmy więc czym prędzej zająć się szukaniem mieszkania. Życie pisze jednak swoje scenariusze i nikogo nie pyta o zdanie. Gdy myślałam, że na świecie nie ma większych problemów niż wysokie opłaty za wynajem, przeżyłam największą tragedię w życiu. Nigdy nie straciłam nikogo bliskiego, a w czerwcu ubiegłego roku, kilka dni po sobie, zmarło dwóch moich dziadków. Chyba tylko głęboki szok sprawił, że nie zrezygnowaliśmy ze swoich planów. Kwestia znalezienia mieszkania zeszła na dalszy plan, ale z dniem wejścia Rafała na statek, kończyła nam się umowa wynajmu mieszkania w Szczecinie. Postanowiliśmy, że póki co zwieziemy rzeczy do moich rodziców.

Dzień przed drugim pogrzebem spakowaliśmy resztę rzeczy i pożegnaliśmy się ze Szczecinem. Uściskaliśmy przyjaciół, którzy również byli tuż przed przeprowadzką, a wieczorem usiedliśmy na kanapie w pustym mieszkaniu wśród ostatnich niespakowanych rzeczy, otworzyliśmy wino, paczkę kabanosów i przysięgaliśmy sobie, że gdy tylko Rafał wróci zaczynamy nowe życie w Gdańsku z zupełnie nowym spojrzeniem na świat. Gdy opłakiwałam dziadków, wyprowadzkę ze Szczecina i wizję rozstania na kilka miesięcy, a przy okazji sprzątałam mieszkanie, do którego klucze mieliśmy oddać nazajutrz rano, Rafał klęknął przede mną i zapytał „Dziocha, wyjdziesz za mnie?” Nigdy nie widziałam go w takim stresie, choć doskonale wiedział, jaką usłyszy odpowiedź.

Chwilę później dowiedziałam się, że to nie było planowane. Rafał ukrywał pierścionek od ośmiu miesięcy, chciał mi się oświadczyć w Norwegii podczas wyjazdu-niespodzianki, o którym spiskował z Natką. To byłby piękny gest z jego strony, ale cieszę się, że wyszło zupełnie inaczej. To, co działo się w naszych sercach sprawiło, że znienawidzone, żółte ściany w wynajmowanym mieszkaniu i cały ten przeprowadzkowy syf były najbardziej romantycznym tłem, jakie mogliśmy sobie wymarzyć. Puste mieszkanie, kilka rzeczy pod ręką, widok na Szczecin z ósmego piętra i my. Choć po sprzątaniu mieszkania wyglądaliśmy jak para niedomytych dzikusów, wewnętrznie przeżyliśmy coś niezwykłego. Pełni skrajnych emocji tylko utwierdziliśmy się w tym, że razem jest nam najlepiej nawet w najgorszych okolicznościach. Było już za późno, żeby Rafał zrezygnował z rejsu, poza tym z jedną pensją nie byłoby nas stać na przeprowadzkę.

Wcześniej myślałam, że opuszczenie Szczecina, gdzie stworzyliśmy swój pierwszy dom, będzie smutnym zamknięciem studenckiego rozdziału w życiu. Zaręczyny w ostatnią noc w naszym szczecińskim mieszkaniu uświadomiły mi, że czeka nas nowy, piękny rozdział, który rozpoczniemy z siedmioletnim bagażem wspólnych doświadczeń. Od tamtych wydarzeń minął rok. Gdy Rafał był na statku znalazłam nam mieszkanie, do którego wprowadziłam się w lipcu. We wrześniu dołączył do mnie Rafał i rozpoczął się naprawdę piękny czas. Na nowo ustaliliśmy życiowe priorytety, wyciągnęliśmy cenne lekcje ze wszystkich trudnych wydarzeń i do tej pory nie liczy się dla nas nic innego poza tym, że jesteśmy razem i dbamy o to, żeby być szczęśliwi.

Szukamy pomysłu na siebie. korzystamy z szans, które daje nam los i wierzymy, że razem możemy wszystko. Decyzje, które wspólnie podjęliśmy spotkały się trochę z niezrozumieniem, ale nauczyliśmy się sami dbać o swoje sprawy i nie przejmować się krytyką. Chcemy dzielić się swoją miłością do życia i zarażać innych naszym podejściem. Od 1 grudnia nagrywamy vlogi codziennie na kanał Mniejsze od trzech, dzięki czemu doskonale widzimy o ile piękniejsze jest życie, gdy na pierwszym miejscu stawiamy swoje szczęście.

CzekoAda na gorąco:

FACEBOOK II INSTAGRAM II SNAPCHAT II TWITTER II YOUTUBE