blik

Historie związane z moim zapominalstwem niedługo zyskają rangę rodzinnych anegdot. O ile zwykle pamiętam o wszystkich rzeczach do zrobienia, bo jestem zwolenniczką tworzenia list zadań, a notesy, planery i organizery kocham nieco obsesyjnie, często zdarza mi się czegoś ze sobą nie zabrać przez roztargnienie. Przykładowo, dzisiaj zabrałam ze sobą inną torebkę niż zwykle, a z tamtej zapomniałam wyjąć kluczy od szafki z pracy. Ostatnio jednak przeszłam samą siebie i w rodzinnym domu zostawiłam klucze od swojego mieszkania… Gdybyście zapytali mnie, czy warto zamieszkać z chłopakiem przed ślubem, odpowiem, że czasami jest to wręcz konieczne. Gdyby nie Rafał i jego komplet kluczy, nie mogłabym dostać się do domu.

Gdy najgorszy koszmar się spełnia…

Nie myślcie sobie, że mam w sobie jakąś wielką niechęć do noszenia przy sobie kluczy. Otóż inne przedmioty również doskonale nadają się do tego, bym je gdzieś posiała. Pewnego razu wybrałam się na rodzinny spacer. Do tej pory nie mieliśmy tego w zwyczaju, ale odkąd na świecie pojawił się mój bratanek, zyskaliśmy do tego doskonałą motywację. Dziadkowie postanowili dać młodym rodzicom chwilę wytchnienia (a tak naprawdę od dawna planowali podstępem porwanie wnuka na spacer), a że akurat byłam w rodzinnych stronach, z chęcią do nich dołączyłam. Przeszliśmy się po mieście i planowaliśmy zakończyć spacer w pobliskiej lodziarni, ale tata uświadomił sobie, że nie wziął ze sobą portfela. Choć dobrze wiedziałam, że podczas jednej wizyty w lodziarni nie spłacę rodzicom długu, jaki narobiłam sobie przez dwadzieścia lat życia, oznajmiłam, że dziś ja stawiam. Chwilę później również uświadomiłam sobie, że zostawiłam pieniądze i kartę płatniczą w domu.

Jak kupić czekoladę, gdy nie masz przy sobie gotówki ani karty?

Wizja czekoladowych lodów tak bardzo utrwaliła się w mojej pamięci, że organizm zaczął się ich wręcz domagać. Jak na złość, mama też nie brała ze sobą portfela. No i co tu zrobić? Kradzież trzech porcji lodów wydawała się niemożliwa, w końcu mieliśmy ze sobą wózek z dzieckiem, który spowalniałby nas podczas ucieczki. Musiałam coś wymyślić! Olśnienie przyszło chwilę później. Przecież miałam przy sobie telefon! Wparowałam z radością do lodziarni i zapytałam, czy mogę zapłacić BLIKiem. „Chyba tak” usłyszałam w odpowiedzi. Byłam już tak blisko sukcesu, że myśl o tym, że jestem w małej lodziarni w małym mieście, nawet na chwilę nie wytrąciła mnie z równowagi. Wiedziałam, że musi się udać! Chwilę później płatność została zrealizowana, a ja trzymałam w dłoni rożka z dużą porcją lodów czekoladowych. Na koniec tej historii idealnie pasują słowa „Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu”, ale wolę przygotować Cię na podobne sytuacje. Podrzucam więc poradnik o tym, jak płacić BLIKiem. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się, że czekoladowy batonik, ciastka lub ulubiona tabliczka były już w Twoim koszyku, ale odłożyłeś je na półkę, bo portfel został w domu, następnym razem możesz iść na zakupy bez żadnych obaw!

P.S. Zdjęcie zrobiliśmy w Barcelonie, tuż przed lodziarnią Gelato Rose. Tuż po opisywanej sytuacji tak bardzo cieszyłam się ze swojej zdobyczy, że zjadłam ją, zapominając o tym, że jestem czekoblogerką. Plus jest taki, że będę musiała wybrać się tam jeszcze raz.

Czy zrezygnowałaś/zrezygnowałeś kiedyś z zakupu czekolady, bo nie miałaś/miałeś przy sobie portfela?

Stwórzmy grupę wsparcia w komentarzach!