Ileż to razy odczułam, że ktoś ma mnie za naiwną dziewczynkę. Ile razy usłyszałam, że nie znam życia. Bo w końcu jak ktoś, kto się ciągle szczerzy i wygłupia może być odbierany jak normalny człowiek? Dla niektórych mogę być przez to mniej wiarygodna. Bo ja naprawdę się ciągle uśmiecham albo zamieniam przykre sprawy w żart. Chyba że moim bliskim dzieje się coś złego lub gdy to od nich usłyszę coś, co mnie zaboli. W innych przypadkach zawsze chodzę uśmiechnięta i to bez palenia zielska czy innych dopalaczy. Czasem tylko przedawkuję czekoladę.

Czy naprawdę jestem taka głupia?

Gdy coś mi nie pasuje, bywam stanowcza i asertywna, ale nie unoszę się, tylko tłumaczę, o co mi chodzi lub tłumaczę, że nie muszę się z niczego tłumaczyć. Niektórzy reagują wtedy w dość zabawny sposób i nie kryją zdziwienia. Równie dobrze mogliby powiedzieć „wow, Ty jednak masz własny mózg!”. Niektórzy myślą, że wszystko spada mi z nieba, a nieprzespane noce uważają za głupotę i pewnie myślą, że skoro do czwartej siedzę przy komputerze to pewnie w coś sobie gram lub oglądam śmieszne filmiki. Staram się nie narzekać, przez co niektórzy nie znajdą ze mną wspólnego tematu podczas krótkiej pogawędki. W wielu sprawach mam inne zdanie, ale nie wchodzę w dyskusje. Przytakuję, uśmiecham się. Nie ma w tym krzty zakłamania. Po prostu Ty uważasz inaczej i to jest ok. Nie mam potrzeby przekonywania Cię o swoich racjach. A jeśli mamy wspólne tematy i spojrzenie na świat, będę nawijać bez końca. Bywam introwertyczna, ale lubię ludzi i jestem ufna.

Gdy ktoś próbuje to wykorzystać, czasami zapala mi się w głowie lampka alarmowa, ale zdarza mi się wplątać w coś głupiego. Wtedy czym prędzej staram się od tego odciąć. Z mojej twarzy błyskawicznie znika uśmiech, ustępując miejsca minie, jak to mówi Rafał, rozwścieczonej wiewiórki. Nie spocznę, póki nie będę „czysta” i nikt nie będzie miał mi nic do zarzucenia. Chyba, że rzeczywiście to ja zawiniłam. Wówczas próbuję jak najszybciej naprawić swoje błędy lub przeprosić. Inaczej nie umiałabym szczerze uśmiechać się do siebie samej. Gdy jednak ktoś mnie skrzywdzi, a ja już wywalczę swoje w danej sprawie, nie będę się mścić i życzyć mu źle. Nie będę zabiegać o obudowanie zaufania, ale też nie będę ukrywać niesmaku, który zawsze pozostaje. Nie przekreślam danej osoby, ale najchętniej się odetnę. Przynajmniej na jakiś czas.

Jak ognia unikam toksycznych relacji, intryg, obgadywania. Nie śledzę plotek, nie szukam sensacji. Jest trochę tak, że bywam oderwana od rzeczywistości. Nie chcę tracić energii na złe emocje. Wolę przekuć je w coś dobrego lub produktywnego. Na przykład teraz, gdy ktoś wrobił mnie w coś beznadziejnego, to zainspirowało mnie do napisania tego tekstu. Chociaż może bardziej zmotywowało mnie to, jak z tej sytuacji wyszłam. Bez szwanku. Nawet lepiej, bo znów udowodniłam sobie, że umiem o siebie zawalczyć. I jeszcze usłyszałam, że jestem dzielna. A dla każdej naiwnej dziewczynki to bardzo mocne słowa.

A gdy następnym razem spotkam tego, kto mi podpadł, to się do niego uśmiechnę. Wtedy tacy ludzie dębieją. I uświadamiają sobie, że nie osiągnęli swojego celu. Bo raczej nie zależało im na tym, żeby mnie uszczęśliwić.

Pisząc ten tekst, mam na myśli codzienne sytuacje, nie zawiłe, toksyczne relacje. Inaczej zawalczę o więź z bliską mi osobą, ale ze względu na zgrzyty w pracy, jestem w stanie ją szybko zmienić. Pewnie dlatego, że unikam negatywnych bodźców, zwykle trafiam na cudownych, ciepłych ludzi. A jest ich naprawdę mnóstwo! Dlatego warto się uśmiechać, bo nawet jeśli wcześniej ktoś Ci podpadł, tego samego dnia może zdarzyć się coś fajnego. Wiem z doświadczenia. Nawet wyjątkowo rzadko trafiam na naburmuszone osoby w kasach sklepowych i urzędach. Bo gdy podchodzę z uśmiechem i rzucam żartem, nagle poirytowana urzędniczka zmienia się w piękną, roześmianą kobietę, a zmęczony pan przy kasie mówi, że mam fajną torbę z Wiedźminem i odwzajemnia uśmiech. Taka codzienna magia.

A jak jest z Twoim uśmiechem? Obdarowujesz nim wszystkich wokół czy raczej go oszczędzasz na specjalne okazje?