romantyzm

Ostrzegam, że jeśli jesteś romantykiem, po przeczytaniu tego tekstu możesz złapać się za głowę lub całkiem załamać. Dziś wytoczę odważną tezę. Być może, po ponad ośmiu latach związku mam nieco zaburzony stosunek do kwestii związanych z motylami w brzuchu i innymi dolegliwościami na tle emocjonalnym, ale, jeśli dobrze pamiętam, gdy zaczynaliśmy ze sobą „chodzić”, bo tak mówiło się na poważne związki w gimnazjum, miałam podobne odczucia. Co więcej, nadal twierdzę, że w życiu kieruję się często bardziej sercem niż rozumem, więc już w ogóle wychodzi na to, że nasz związek jest mocno upośledzony. Wierzę jednak, że takich par jak my jest więcej.

Dlaczego on nie daje Ci kwiatów bez okazji?

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie jedno z pytań, jakie pojawiło się w naszym Q&A, a dotyczyło tego, „dlaczego Rafał nie zabiera mnie do ekskluzywnych restauracji i nie kupuje mi kwiatów bez okazji„. Uświadomiłam sobie, jak bardzo różne może być podejście do romantyzmu w związku z większym stażem, dlatego postanowiłam podzielić się swoim spojrzeniem. Gdy kogoś kochasz, chcesz żeby był szczęśliwy, chyba że jesteś wyrodnym, zaborczym tyranem.

Nie widzę jednak sensu uszczęśliwiania kogoś na siłę, w tym przypadku zabierania mnie na drogą kolację, gdzie będą małe porcję potraw, których nazwy są na tyle skomplikowane, że dłużej będę składać zamówienie niż jeść. Zwykle nie czuję się w takich miejscach swobodnie, poza tym mam naprawdę wyszlibyśmy głodni. Oczywiście, na pewno jest mnóstwo kobiet, które dzięki takiej kolacji poczułyby się wyjątkowe, rozpieszczane i doceniane. „Problem” w tym, że ja się tak czuję na co dzień. I to nie z racji skrajnego narcyzmu czy też tego, że Rafał wciąż wymyśla nowe sposoby na to, jak mnie zaskoczyć i czy tym razem postawić na widokowy lot balonem czy dywan z płatków czerwonych róż.

Romantyzm a związek z długim stażem

Czuję się tak, gdy zawsze pamięta, kiedy jest nowy odcinek mojego serialu i w drodze z pracy kupi jakieś „nielegalne” chipsy, gdy doskonale wie, w którym kubku piję kawę, w którym kakao, a w którym herbatkę, gdy lepiej wie, co chcę zjeść na kolację, zanim sama wpadnę na to, na co mam ochotę i gdy nie dziwi się, że gdy zamawiamy półmetrową pizzę na pół to ja naprawdę tę połowę zjadam, gdy pod koniec trudnego miesiąca nie narzeka, że poszedłby do kina, tylko w minutę wymyśla listę potraw, jakie możemy jeść z ziemniaków, gdy po pracy pomasuję mi stopy i podrapie po plecach i gdy zawsze w idealnym momencie wstawia wodę na herbatę. I nie ważne, że czasami zapomni, że tę wodę wstawił i nie zaleje herbaty, a chipsy do serialu wsunie razem ze mną. U nas to te z pozoru drobne rzeczy sprawiają, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi.

Najbardziej doceniam to, że Rafał interesuje się tym, jakie mam potrzeby i doskonale wie, co naprawdę mnie w danym momencie uszczęśliwi. Z drugiej strony jest to ryzykowne, bo wie też, co naprawdę mnie wkurzy i jak może mi dopiec, ale to już temat na zupełnie inny tekst. Nie kupuje mi kwiatów bez okazji, bo wie, że nie lubię, jak więdną w wazonie. Nie obsypuje mnie innymi prezentami, bo mamy wspólny budżet i gdy coś nam się naprawdę marzy lub czegoś potrzebujemy, podejmujemy decyzję o zakupie. Nie próbuje mnie „przekupić”, bo wie, że nawet gdy zarabiał kupę kasy jako marynarz, za żadne pieniądze nie dało się nadrobić czasu spędzonego osobno.

Myślę, że to po prostu kwestia wspólnych doświadczeń, podejścia do finansów i stylu życia. Jak jest u Was? Stawiacie na romantyczne niespodzianki czy okazujecie sobie uczucia w inny sposób?

Zdjęcia zrobił mój zdolny brat, Maciej Fliszewski Foto (uwieczniamy.pl) <3