rok codziennego vlogowania

Nie mieliśmy żadnego planu. Nie mieliśmy jakichś wielkich oczekiwań. Nie mieliśmy pojęcia, co z tego wszystkiego wyniknie. Po tym, jak po raz pierwszy nagrywaliśmy vlogmas, czyli codzienne vlogi w grudniu, pierwszego stycznia, tuż po imprezie sylwestrowej, nasz przyjaciel powiedział „łeee tam, miesiąc! Rok to by było coś!”. A my spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy „no dobra”. 30 listopada minął rok codziennego vlogowania na kanale Mniejsze od trzech.

Lekcje, jakie dał mi rok codziennego vlogowania

  • Systematyczność popłaca

Publikowanie vlogów składa się z kilku etapów. Nagrywanie jest tylko jednym z nich. Montaż zajmuje nam od jednej do kilku godzin. Do tego dochodzi robienie zdjęć, miniaturek filmów, wymyślanie tytułów, uzupełnianie tagów i opisu, Instagram, Instastory oraz odpowiadanie na komentarze, wiadomości prywatne i maile. Staram się też w miarę regularnie publikować teksty na blogu, ale nie utrzymujemy się z działalności w Internecie. Blog zapewnia mi jedynie dodatkowe źródło dochodu, a na kanale zaczęliśmy zarabiać stosunkowo niedawno, więc musimy pogodzić to wszystko z pracą zarobkową. Czynności związane z tworzeniem treści internetowych sprawiają nam ogromną radość, ale czasami po prostu brakuje nam czasu i energii. Dlatego dobrze jest pracować we dwójkę i dzielić się obowiązkami na pół.

  • Ludzie dają ogromną moc

Mamy ogromne szczęście do ludzi, a im bardziej się wygłupiamy tym częściej przyciągamy inne, pozytywnie zakręcone osoby. Wokół kanału zgromadziliśmy społeczność Sercowników, czyli naszych widzów. Nie sądziliśmy jednak, że będą mieć tak wielką moc, że będą kreować naszą rzeczywistość. Przykładowo, gdyby nie ich wsparcie w głosowaniu na najlepszą relację z podróży, nie świętowalibyśmy pierwszej rocznicy codziennego vlogowania w Portugalii. Widzowie pomogli nam uzyskać środki na wyjazd! Dzięki Wam mamy możliwość doświadczania czegoś, co wcześniej było poza naszym zasięgiem. Nawiązaliśmy liczne znajomości, poznaliśmy mnóstwo wzruszających historii, otrzymujemy wiele ciepłych słów każdego dnia. Dajecie nam milion powodów, żeby dalej tworzyć, dlatego nie zamierzamy zaprzestać codziennego vlogowania. Niektórzy zaczynają z nami dzień, innym towarzyszymy przy porannej kawie, a dla jeszcze innych nasze wygłupy stanowią terapię po trudnych przeżyciach. My tylko dokumentujemy codzienność, Wy nadajecie temu sens!

  • Każdy dzień daje powody do uśmiechu

Gdy zaczynaliśmy przygodę z vlogowaniem myśleliśmy, że zaciekawienie odbiorców każdego dnia będzie nie lada wyzwaniem, ale na palcach jednej ręki możemy policzyć dni, w których nie wiedzieliśmy, co pokazać we vlogu lub nie mogliśmy się dogadać na tyle, że musielibyśmy nagrywać na siłę, a tego będziemy zawsze unikać. Wówczas czym prędzej zawieszaliśmy broń i wychodziliśmy z domu. Na gdańskiej starówce lub nad morzem zawsze znajdzie się coś ciekawego do uchwycenia, a na nas miejsca te działają uspokajająco i od razu wraca nam tam dobry humor i energia do działania.

Przy codziennym vlogowaniu, zakładając, że nie chcemy publikować byle czego i obniżać jakość filmów, cieszenie się każdym dniem jest wręcz koniecznością! Bardzo mi się ten przymus spodobał i z czasem przekonaliśmy się, że każdego dnia może wydarzyć się coś ciekawego. Nie warto spisywać całego dnia na straty, gdy rano zdarzy się jakaś przykra sytuacja. Nie ma złych dni, są złe chwile. Nie warto czekać, aż minie północ i będzie można zacząć nowy, dobry dzień. Wystarczy na chwilę odpuścić, wyluzować i zająć myśli czymś innym. Dzięki temu, że codziennie musieliśmy nagrać coś wesołego, szybko przekonałam się, że to naprawdę pomaga. Nie mamy przecież żadnego scenariusza, często nie wiemy, jak będzie wyglądał nasz dzień, a jednak nie ma filmu, w którym nasza radość czy cokolwiek innego byłoby naciągane. Vlogowanie wzmocniło nasze pozytywne myślenie. Gdybyśmy mieli marudzić przed kamerą, odstawiać jakieś dramy lub dzielić się negatywną energią, już dawno stracilibyśmy zapał. Na kanale i w życiu.

  • Ciągły rozwój jest nieunikniony

Ten rok bardzo wiele mnie nauczył. Znacie to uczucie, kiedy patrzycie na siebie na jakimś nagraniu i macie ochotę zapaść się pod ziemię? Lubicie odsłuchiwać swój głos? Ileż to razy miałam ciary żenady (określenie podsłuchane u Lifemanagerki), gdy okazywało się, że to, co w danym momencie wydawało mi się fajne, zabawne lub, w jakikolwiek sposób, ciekawe, podczas montażu okazywało się totalną klapą! Choć chwilami patrzyłam na siebie mocno krytycznie, udało mi się siebie nie znienawidzić. Wręcz przeciwnie, pracowałam nad sobą i gdy montuję filmy, widzę dwie osoby, które lubię coraz bardziej. Oczywiście nie jesteśmy jedynymi osobami, które krytycznie patrzą na to, co robimy. Hejt był nieunikniony i liczyliśmy się z tym od początku. Chamskie komentarze czasami bawią, czasami odbierają wiarę w ludzkość, ale przede wszystkim, uczą dystansu.

  • Najlepiej robić swoje

Choć nie porzuciliśmy etatu i nadal musimy wstawać z łóżka nawet wtedy, gdy jest zimno, pada i bardzo nam się nie chce, vlogowanie po pracy daje nam poczucie wolności, pewność, że mamy swoje miejsce, które sami stworzyliśmy, otwiera nowe drogi, uczy, rozwija i jest dodatkowym źródłem dochodu. Mimo hejtu i częstego przemęczenia, skupiamy się na plusach vlogowania, bo jest ich o wiele więcej.

Ten czas był zaskakujący, pracowity i bardzo produktywny. Mogłabym stwierdzić, że eksperyment dobiegł końca, a ja po raz pierwszy w życiu dotrzymałam noworocznego postanowienia, ale to był tylko początek. Nie zamierzamy przestać vlogować. Cały czas pracujemy nad tym, żeby mieć fajne życie, a dokumentowanie go sprawia, że nieustannie się rozwijamy. Pozostaje mi podziękować, że spędzacie z nami tyle czasu i zaprosić Was ponownie na kanał Mniejsze od trzech! Zapraszamy na kolejny rok codziennego vlogowania!

One thought on “Rok codziennego vlogowania: podsumowanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *