nauczyciele nie nocują w szkole
to ja, moi rodzice i skarpetki z Aliexpress

Jeśli nie jesteś zbyt oderwany od rzeczywistości, zaglądasz czasem do sieci lub, o zgrozo, włączasz telewizor, Twoje dziecko chodzi do szkoły lub, co gorsza, sam nie masz jeszcze matury, pewnie obiło ci się o uszy, że szykuje się strajk nauczycieli. Może jesteś tym oburzony, bo w panice poszukujesz opiekunki dla dziecka, może cieszysz się i planujesz, jakie gry przejdziesz w wolnym czasie, może jest ci to kompletnie obojętne albo zaciskasz kciuki tak mocno, że robią się białe… Możesz mieć różne doświadczenia z nauczycielami. Pewnie niektórzy się na ciebie uwzięli, inni przymykali oko na wagary i brak pracy domowej, ale być może był też ktoś, kto choć na chwilę zainteresował cię jakimś zagadnieniem lub nawet miał wpływ na twoje życiowe wybory. Chcę, żebyś chwilę zastanowił się nad tym, ile pracy potrzeba, żeby obudzić w kimś ciekawość świata i chęć rozwoju.

Córka nauczycielki o strajku

Nauczyciele nie mieszkają w szkole, choć nigdy nie wracają z pracy

Piszę te słowa jako córka nauczycielki. Nie mogę narzekać na brak uwagi ze strony rodziców ani ich nieobecność, bo zawsze są przy mnie, nadal poświęcają mi mnóstwo uwagi i zapewnili mi świetny start w dorosłość. Dlaczego więc piszę, że mama nigdy nie wracała z pracy? Bo bycie nauczycielem to styl życia.

Istnieje przekonanie, że pedagodzy pracują tylko kilka godzin dziennie, spędzając czas ze słodkimi maluchami lub też młodzieżą, która sama potrafi o siebie zadbać. Że mają wolne weekendy, no i w dodatku ferie i te przeklęte, dwumiesięczne wakacje! Tylko częściowo się to zgadza, bo w tym „wolnym czasie” przygotowują się do zajęć, uzupełniają dziennik, sprawdzają klasówki, koordynują prace dodatkowe. Na przerwach między lekcjami pilnują dzieci lub zajmują się bieżącymi sprawami.

Świetna praca dla wolontariuszy

Moja mama pracuje w klasach I-III, czyli jest to kształcenie zintegrowane. Zwykle wraca do domu prosto po lekcjach, ale po obiedzie spędza mnóstwo czasu przy komputerze, zajmując się sprawami związanymi z pracą. Dodatkowo prowadzi stronę internetową szkoły, by rodzice mogli uczestniczyć w szkolnej rzeczywistości swojego dziecka. I wiecie co? Nikt jej za to nie płaci. Za wszystkie godziny spędzone na zajęciach dodatkowych, radach pedagogicznych, zebraniach, konsultacjach i wycieczkach również. Swoją drogą, wszelkie wyjazdy, połączone ze zwiedzaniem, wypady do teatru czy do kina, wcale nie są jakąś wielką atrakcją dla opiekunów. To tylko kolejna bezpłatna okazja, by wziąć na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie maluchów. A czasami nawet muszą do tego dokładać, bo szkoła nie zapewnia im wszystkich potrzebnych materiałów do pracy!!!

Gdzie ci nauczyciele z pasją?

W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nie wypowiadam się w imieniu swojej mamy, tylko dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Moja mama nigdy nie narzekała na kwestie, o których wspominam! Ona uwielbia swoją pracę i jest świetna w tym, co robi! Zdarza się, że po wielu latach odwiedzają ją dorośli uczniowie, by złożyć „Pani Oli” życzenia z okazji imienin lub Dnia Edukacji Narodowej! Jest doskonałym przykładem nauczyciela z powołania, z ogromnym zapałem i pasją do pracy. Patrząc na nią, od zawsze chciałam zostać nauczycielką! Wszystkie puste zeszyty zamieniałam w dzienniki lekcyjne, sadzałam misie i lalki do ławek, prowadziłam lekcje… Zmieniłam zdanie dopiero w liceum, gdy zrozumiałam, co dzieje się w polskim systemie edukacji i jak bardzo niedoceniany i nieopłacalny jest ten zawód. Pewnie i można olać połowę obowiązków i nie przejmować się zbytnio tym, co zostanie uczniom w głowach, byle przeszli do kolejnej klasy. Tylko po co? Znam wiele historii osób, które zrezygnowały z marzeń o pedagogice, choć świetnie by się do tego nadawały.

Świetni nauczyciele w sieci

Jeśli jedna historia cię nie przekonuje, koniecznie zapoznaj się z artykułami Ani (aniamaluje.com), która zrezygnowała z pracy nauczyciela, choć los uczniów nie jest jej obojętny oraz filmy Anity (no to jestem!), która pracuje w szkole szpitalnej.

Powołaniem nie wykarmisz rodziny

Ludzie uwielbiają nauczycieli z pasją! Wszyscy oczekują od nich świetnego podejścia do uczniów, doskonałego przygotowania do każdych zajęć, prowadzenia fascynujących kół naukowych, inspirowania młodzieży i wychowania jej tak, by nie musieli tego robić rodzice. Ale w momencie, gdy system oświaty wariuje i potrzebują wsparcia, jedyne na co stać opinię publiczną to pisanie komentarzy o feriach i dwumiesięcznych wakacjach. Serio? Czy to, że praca nauczycieli jest dla nich powołaniem ma oznaczać, że będą się martwić o każdy grosz i nie mogą zadbać o swoje prawa? Informacje o podwyżkach to jedna wielka ściema! Naprawdę uważasz, że nauczyciele mają poświęcić całe życie innym i w zamian być przez nich gorzej traktowani? Nie ma się co dziwić, że coraz więcej nauczycieli traci zapał i obojętnieje. A może jeszcze jest szansa, żeby poprawić warunki pracy w tym zawodzie? Albo chociaż zmienić to głupie myślenie?

Jeśli zdziwiło cię, że nauczyciele nie mieszkają w szkole, dokładnie przemyśl ten wpis.

A jeśli o tym wiesz, udostępnij, by uświadomić innych!

>>Rodzice kontra dorosłe dziecko: kto komu podnosi ciśnienie?

4 thoughts on “Nauczyciele nie mieszkają w szkole. Córka nauczycielki o strajku”

  1. Z jednej strony rozumiem stanowisko nauczycieli. To ważny zawód, który powinien być dobrze opłacany. Ale z drugiej strony, też wypowiem się jako córka. Córka, pracownika z wyższym wykształceniem, który w pracy spędza 40 godzin (to jednak sporo więcej niż nauczyciel, nawet jeśli dorzucisz sprawdzanie klasówek, które przecież też nie każdego dotyczy) i zarabia mniej niż jej koleżanki .. – nauczycielki. A jeżeli jeszcze przeliczysz to na stawkę godzinową, cóż… Nie chcę mówić, że nauczyciele są źli i im się nie należy, bo zupełnie się z tym nie zgadzam. Ale kwota, o którą walczą jest bardzo wysoka. Jest wiele zawodów, w których pracę bierze się do domu, chociaż w pracy fizycznie spędza się więcej czasu niż tak naprawdę… Pół etatu. No bo tyle czasu nauczyciel spędza w szkole. I ja wiem, że coś za coś – że są wakacje, ale nie ma urlopu, żeby pojechać we wrześniu, gdy są świetne oferty. No ale taka specyfika zawodu… Najbardziej uderza mnie, że chcą strasznie dużo kasy, a np. pracownicy sądów (którzy w porównaniu do nauczycieli mają znacznie więcej pracy) dostali kilka złotych na godzinę… szanuję Twój punkt widzenia, ale jednak nie do końca się zgadzam.

    1. Hej:) Nie wiem skąd pochodzisz- małe, duże miasto- ale wydaje mi się, że obecna pensja nauczyciela nie daje mu możliwości godziwego życia w dużym mieście. Myślę , że porównywanie do innych grup w ogóle nie ma sensu. Co dają nam porównania? Nic konstruktywnego. NIC. Tylko narzekanie i wyliczanie dni wolnych. Do boju nauczyciele! Kibicuję Wam z całego serca:).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *