Nie chodzi mi o twoje ostatnie słowa, ani o to, co chcesz zostawić po sobie kolejnym pokoleniom. Pytam, co chcesz zrobić przed śmiercią i nie mam na myśli twoich marzeń, tylko konkretne cele. Jeszcze niedawno sama nie widziałam różnicy między tymi dwoma pojęciami. A jednak, nie chcę być już marzycielką. Bo wiem, że jestem w stanie osiągnąć to, o czym kiedyś tylko marzyłam.

Co jest na twojej „bucket list”?

Będąc w liceum, stworzyłam sobie „listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią”. Sama nie wiem, czy przy jej tworzeniu kierowałam się własnymi marzeniami czy też wynikami wyszukiwania hasła „bucket list” na Pinterest, a po trzech przeprowadzkach nie mogę zlokalizować kartki z tymi zapiskami, jednak pamiętam, że było wśród nich sporo punktów w stylu „nagrywać vlogi”, „pocałować się pod wieżą Eiffla” czy też „surfować w oceanie”. Mam wrażenie, że notując te hasła, myślałam sobie, że fajnie byłoby to wszystko zrobić, ale tak naprawdę kompletnie nie wiedziałam, jak mogę to osiągnąć.

Lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią

Choć określenie „rzeczy do zrobienia przed śmiercią” nie brzmi jakoś inspirująco i motywująco, podkreśla jedną ważną kwestię. Otóż okazuje się, że na realizację wszystkich swoich planów jednak nie mamy wieczności i naprawdę warto zacząć działać…

Jak spełniać marzenia?

Wiecie, kiedy przekonałam się, że moja „lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią” ma sens? Gdy okazało się, że w ciągu kilku lat wykreśliłam z niej naprawdę sporo punktów! Odkąd skończyłam liceum niewiele zastanawiałam się nad swoimi marzeniami, za to zdziałałam naprawdę sporo. Nie siedziałam rozmarzona nad kartką papieru, tylko realizowałam swoje pomysły. Zrozumiałam, że spełnianie marzeń to nie leżenie na obłoczku i czekanie, aż coś spadnie mi z nieba. To momentami ciężka praca, bez gwarancji szybkiego sukcesu. Jednocześnie jest to coś niezwykle uskrzydlającego i uzależniającego!

Nie spełniam marzeń!

Zrobienie prawa jazdy na motocykl, czy nawet na samochód, kosztowało mnie sporo nerwów i odwagi. Prowadzenie tych pojazdów na co dzień również wiąże się na początku ze sporą dawką stresu. Przeprowadzka w nieznane to jedna wielka niewiadoma. Zrobiłam to jednak dwukrotnie i wiele razy odnajdywałam się w zupełnie nowych sytuacjach. Codzienne vlogowanie to masa pracy każdego dnia. Utrzymywanie się z tego, co się kocha, to chyba największe wyzwanie, z jakim przyszło mi się zmierzyć, ale nie zamierzam się łatwo poddać. Wiele z moich „planomarzeń” naprawdę nie przyszło mi z łatwością, ale to właśnie z takich wyzwań jestem najbardziej dumna!

Realizuję cele i korzystam z okazji!

Czasami jednak szanse pojawiają się znikąd. Okay, postarałam się, wysyłając zgłoszenie konkursowe i zostałam wybrana jako ambasadorka podróży, dzięki czemu spełniliśmy marzenie o locie samolotem i spędziliśmy cudowne wakacje w Barcelonie. Ten wyjazd wykorzystaliśmy w stu procentach i za relację z podróży wygraliśmy środki na wyjazd do Porto! Jedno spełnione marzenie pozwoliło nam zrealizować kolejne, bo naprawdę mocno działaliśmy w tym kierunku. Opłaciło się! Będąc w Portugalii, trafiła mi się okazja do wykreślenia kolejnego punktu z mojej listy! W dniu, w którym surfowałam w oceanie, wreszcie naprawdę uwierzyłam w to, że moja lista nie jest zbiorem abstrakcyjnych marzeń, pod warunkiem, że nie będę czekać, aż ktoś inny powykreśla kolejne punkty.

Postanowiłam jeszcze mocniej pracować nad tym, by nie marnować czasu, lecz funkcjonować, jak naprawdę chcę żyć. Obiecałam sobie wykorzystać każdą szansę, która mi się trafi i dążyć do tego, by było ich jak najwięcej! Lubimy powtarzać, że ktoś ma w życiu szczęście, a rzadko zastanawiamy się nad tym, że być może na to szczęście sobie zapracował. Nic nie zrobi się samo, choć zgadzam się z tym, że trzeba mocno wierzyć w to, że marzenia się spełnią. Jednak sama wiara nie wystarczy, a na pewno nie zaszkodzi jej trochę pomóc!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *